środa, 13 sierpnia 2014

Rozdział 8 Jesteś zbyt piękna żeby płakać.

 

*Rose's Pov*

 

Na zakupach byłyśmy już 3 godziny. Jest świetnie, nie byłam na zakupach od..nawet nie pamiętam kiedy. Kupiłam sobie kilka sukienek, bluzek, spódnic, torebek, spodenek... Moim zdaniem to wszystko było za bardzo odważne, ale Alice powiedziała, że Justinowi się spodoba. Byłyśmy już zmęczone dlatego postanowiłyśmy pójść do pizzerii. Usiadłyśmy przy wolnym stoliku i zamówiłyśmy jedną dużą pizze i dwa pomarańczowe soki. Ochroniarze usiedli przy innym stoliku, dalej niż my, bo Alice zaczęła się z nimi kłócić, że potrzebujemy prywatności. Kiedy przynieśli nam nasze zamówienie zaczęłyśmy jeść pizze.
-Świetnie się z tobą bawię.-uśmiechnęłam się.
-Ja z tobą też.-odwzajemniła uśmiech, a ja kiedy wzięłam łyka soku zauważyłam te same dziewczyny z tym chłopakiem co wczoraj. Uważnie o czymś rozmawiali. Jak tylko mnie zobaczyli od razu chcieli podejść, ale ochroniarze im nie pozwolili dlatego wstałam ze swojego miejsca i podeszłam do nich.
-Evil zabronił panience rozmawiać z kim kolwiek.-powiedział jeden.
-Proszę.-zrobiłam minę zbitego szczeniaczka.
-Dobrze tylko ani słowa.
-Bardzo dziękuję.-uśmiechnęłam się do niego co odwzajemnił.
-Znowu się widzimy.-powiedział chłopak.
-Tak.
-Co tu robisz?
-Przyszłam z przyjaciółką na zakupy.-wskazałam na Alice, która do nas podeszła.
-Właśnie nie przedstawiliśmy się. Jestem Luke. To Devon.-wskazał na blondynkę.-Maya.-pokazał na brunetkę.-A to Emily.-uśmiechnęli się do nas.
-Alice.-przedstawiła się.
-Rose..nadal nie powiedziałaś co się teraz z tobą dzieje.-powiedział Luke.
-Niech cię to lepiej nie interesuje.-powiedziała Alice.-Musimy już wracać.-zwróciła się do mnie.
-Nie chcę.
-Rose nie bądź uparta.-powiedziała i chciała mnie złapać za rękę, ale Luke jej nie pozwolił.
-Wysłowiła się chyba jasno, że chce tu zostać.-powiedział.
-Gdzie teraz mieszkasz?-spytała Devon.
-Naprawdę nie musicie wiedzieć.-odpowiedziała za mnie Alice. Była dla nich nie miła, chciała ich spławić.
-Alice przestań.-poprosiłam.
-Musimy iść.-westchnęłam i pokiwałam głową.
-Do zobaczenia.-powiedziałam do nich i pomachałam im. Kiedy z Alice wyszłyśmy z centrum załadowałyśmy swoje torby i wsiadłyśmy do taksówki.
-Alice dlaczego byłaś nie miła?-spytałam.
-Kim oni byli, czy Evil o nich wie?-zupełnie zignorowała moje pytanie i zaczęła zadawać własne.
-Nie do końca wiem kim są. Wie, ale..
-Ale co?
-Nie chce żebym się z nimi widziała..
-Cholera Rose..co ty wyprawiasz?!
-Ja tylko chce się dopowiedzieć trochę o swoim życiu.
-Przeszłość się nie liczy tylko teraźniejszość i przyszłość..Rozumiesz?-spytała.
-Tak.-odpowiedziałam jej nie patrząc na nią.
-Przepraszam, ja po prostu nie chce, żebyś miała kłopotów.-przytuliła mnie i pogładziła po głowie. Mimowolnie kilka łez spłynęło mi po policzku.
-Dlaczego to wszytko musi być tak bardzo skomplikowane?
-Życie to nie bajka skarbie.-powiedziała, a ja wtuliłam się w nią. Przez resztę drogi byłam przytulona do niej i płakałam. Alice nigdy nie była aż tak poważna, a teraz? Kiedy tylko znalazłyśmy się na miejscu wyszłam z taksówki i zaczęłam iść przed siebie, nie zwracając na nic uwagi. Przed wejściem do domu zobaczyłam uśmiechniętego Justina, chciał mnie przytulić, ale ja go wyminęłam i pobiegłam do swojego pokoju. Od razu rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać w poduszkę.

*No one Pov*

 

Evil patrzył na swoją płaczącą piękność biegnącą do jak zapewne się domyślał swojej sypialni. Zmartwiony podszedł do Alice, posyłając jej nie miłe spojrzenie.
-Co jej powiedziałaś?-spytał ostro i bez żadnych uczuć.
-Ciebie również miło widzieć.
-Co jej powiedziałaś?!-powtórzył krzycząc i złapał Alice za koszulkę unosząc ją przez to do góry.
-Uświadomiłam ją tylko, że życie to nie bajka i nie ma szczęśliwych zakończeń.-uśmiechnęła się do niego wrednie. Nieźle wkurzony popchnął ją tak mocno, że upadła na ziemię. Dziewczyna udawała twardą, a tak naprawdę zaczęła martwić się o swoje życie. Nie wiedziała czemu powiedziała to wszystko. Czuła się z tym źle, że jej przyjaciółka teraz płaczę. Zanim spostrzegła, że Evil wyciągnął pistolet minęło trochę czasu.
-I co zabijesz mnie?-zaśmiała się ironicznie.-Rose cię znienawidzi.-powiedziała pewna siebie. Doskonale wiedziała, że dla niej Evil był wstanie zginąć. Zrobiłby wszystko żeby zobaczyć jej uśmiech. Evil bojąc się, że jego cały świat może go za to znienawidzić po prostu schował broń i podszedł do Alice schylając się nad nią.
-Następnego razu może już nie być. Pamiętaj o tym.-szepnął jej do ucha i pięścią uderzył ją w oko, upewniając się, że zostanie ślad. Dziewczyna pisnęła z bólu.
-Ani słowa. Rozumiesz?-uśmiechnął się, a ona pokiwała przerażona głową. Evil pokazał, że nikt nie będzie nim pomiatał, a zwłaszcza ta mała suka. Postanowił już dłużej nie czekać dlatego poszedł do swojego aniołka sprawdzić jak się czuje. Zapukał do niej, a kiedy usłyszał ciche "proszę" od swojej księżniczki wszedł do pokoju. Gdy zobaczył ją jego serce złamało się na milion kawałków. Nie chciał żeby płakała. Nienawidził tego. Szybko do niej podszedł i przytulił.
-Shhh..nie płacz kochanie. Jesteś zbyt piękna żeby płakać.-szepnął jej do ucha i przytulił do siebie, a ona się w niego wtuliła. Evil położył się ciągnąc za sobą swoją słodką Rose. Kiedy się trochę uspokoiła niepewnie spojrzała na niego.
-Justin?-spytała niepewnie na co on spojrzał na nią pytająco.
-Kim jestem?
-Moją miłością.-uśmiechnął się do niej. Wiedział jednak, że nie o to jej chodziło, nie chciał zaczynać tematu.
-Nie. Przecież wiesz o co mi chodzi.-Evil westchnął. Doskonale wiedział, że jego Rose nie podda się dopóki się nie dowie.
-Kochanie czasami lepiej nie rozpamiętywać tego co było. Wspomnienia mogą czasem być bardzo bolesne.-powiedział jej i podniósł się tak, że teraz siedział na przeciwko Rose.
-Nie myśl więcej o tym. To nie jest ważne.-pocałował ją w głowę i przytulił. Ona niepewnie pokiwała głową i wtuliła się w niego, jednak nie miała zamiaru przestać. Chciała spotkać się z Devon, Mayą, Emily i Lukiem. Chciała poznać prawdę...

________________________________________________________

I jak :)) Alice trochę poniosło, a Rose jest delikatna. Będzie się chciała dowiedzieć trochę o sobie :) Mam nadzieję, że do tej pory was nie zanudziłam i że zostaniecie ze mną do końca :) <3

sobota, 9 sierpnia 2014

Rozdział 7 Potrzebujesz czegoś księżniczko?

 

*Rose's Pov*

 

 Moje serce biło jak szalone. Nie chciałam dopuścić do tego żeby coś im się stało. Nagle drzwi się otworzyły, a kiedy Justin mnie zobaczył jego tęczówki się poszerzyły. Chciał do mnie podejść, ale ja się odsunęłam.
-Rose...to nie tak.-próbował się wytłumaczyć, ale mu nie wychodziło. Ponowie spróbował do mnie podejść, ale ja znów się odsunęłam. Z moich oczu wypłynęły łzy.
-Zrobię wszystko tylko..proszę nie zabijaj ich.-wiedziałam, że mój głos się załamywał. Justin jednym szybkim ruchem złapał mnie i szepnął do ucha.
-Dobrze, ale obiecaj mi..że już nigdy więcej nie uciekniesz..i tak cię znajdę.
-Obiecuję.-szepnęłam patrząc mu w oczy. W tej chwili byłam wstanie zrobić wszystko żeby ich uratować.
-Zaraz wracam.-powiedział i wyszedł z pokoju. Ja jedynie postanowiłam na niego grzecznie poczekać. Po jakimś czasie wszedł do pokoju z jak przypuszczam naszą kolacją.
-Masz ochotę na spaghetti?-spytał.
-Nie dziękuje, nie jestem głodna.-powiedziałam i chciałam wyjść z pokoju, ale mnie zatrzymał.
-Nie jadłaś dzisiaj niczego. Rose musisz coś jeść.
-Powiedziałam już, że nie jestem głodna.-on postawił tackę z jedzeniem obok łóżka i podszedł do mnie przekładając mnie sobie przez ramię.
-Nie! Justin! Puść mnie!-krzyczałam, ale on puścił mnie dopiero wtedy kiedy byłam już na łóżku.
-Nie chcesz jeść, więc sam cię nakarmię.-uśmiechnął się do mnie i próbował we mnie spaghetti.
-Proszę, oszczędź mi. Jestem zmęczona.-zrobiłam minę smutnego szczeniaczka, a on od razu odstawił tackę i złapał mnie po czym położył się ze mną.
-Co robisz?-spytałam zaskoczona.
-Mówiłaś, że jesteś zmęczona, więc śpijmy.-wyszeptał mi do ucha.
-Tak, ale..
-Ale co?-zapytał lekko rozbawiony.
-Wiesz o co mi chodzi.
-Nie nie wiem.-droczył się ze mną.
-Justin!
-Justin!
-Nie przedrzeźniaj mnie!
-Nie przedrzeźniaj mnie!
-Yyyy..przestań!
-Yyyy..przestań!
-Nienawidzę cię!
-A ja ciebie kocham skarbie.-uśmiechnął się i chciał mnie pocałować, ale ja zrobiłam unik.
-Ej!-krzyknął.
-Tak skarbie?-spytałam niewinnie.
-Podoba mi się jak mnie tak nazywasz.-wymruczał mi do ucha po czym korzystając z chwili mojego skołowania wpił się w moje usta. Na początku nie oddawałam, ale po chwili zaczęłam poruszać ustami. Po chwili jednak oderwałam się od niego.
-Muszę wziąć prysznic.-powiedziałam i wstałam z łóżka.
-Mogę z tobą?-spytał znacząco poruszając brwiami i łapiąc mnie w pasie.
-W twoich snach.
-Wiesz jeśli chcesz wiedzieć co mi się śni..powiem ci, że jesteś tam ty, naga i pode mną...-nie chciałam więcej wiedzieć.
-Przestań.
-Wiesz możemy to obrócić w rzeczywistość.
-Zboczeniec.
-Kto ja?-spytał niewinnie, a ja zachichotałam.
-Dobranoc Justin.-powiedziałam wychodząc z pokoju i nie dając mu już nic powiedzieć. Może wcale nie jest taki zły? Uśmiechnęłam się idąc do swojego pokoju. Kiedy do niego weszłam od razu poszłam do łazienki. Rozebrałam się, a brudne ubrania wrzuciłam do kosza na pranie. Po chwili czułam jak ciepła woda uderza w moje ciało. Uwielbiałam to uczucie. Tylko teraz mogę się rozluźnić i przestać myśleć o wszystkim. Zaczęłam się myć szamponem o zapachu kokosa, uwielbiam go. Kiedy wzięłam prysznic wyszłam z kabiny i złapałam za ręcznik. Zaczęłam dokładnie się nim wycierać, a kiedy chciałam założyć koszulę nocną przypomniało mi się, że zapomniałam wziąć ją z pokoju. Owinęłam się ręcznikiem i zaczęłam suszyć włosy, a kiedy były już suche otworzyłam drzwi od łazienki i wyszłam z niej. Moje źrenice gwałtownie się powiększyły kiedy zobaczyłam Justina uważnie przyglądającego się mi. Zarumieniłam się. Podszedł do mnie, a swoje ręce oplótł wokół mojej talii i przyciągnął mnie do siebie. Spuściłam głowę.
-Rose..nie wstydź się mnie.-szepnął mi do ucha.
-Czuje się nie zręcznie kiedy jesteś tak blisko mnie..-wyszeptałam, a Justin podniósł mój podbródek do góry żebym na niego spojrzała. Uśmiechał się cały czas, powoli przybliżył swoją głowę do mojej po czym musnął moje usta. Kiedy się trochę odsunął swoje czoło przyłożył do mojego i wpatrywaliśmy się w siebie jak zahipnotyzowani.
-Justin..muszę się ubrać.-powiedziałam niezręcznie przez co mnie puścił, a ja podeszłam do pułki po koszulę i bieliznę. Nagle poczułam jak Justin zaczyna całować mnie w szyję. Mimowolnie się uśmiechnęłam, po chwili jednak odwróciłam się i wyminęłam go idąc do łazienki. Kiedy już się w niej znajdowałam oparłam się o drzwi i przygryzłam wargę.
Mówiłam, że ci się podoba.
Ohh zamknij się.
No dalej ubierz się i idź do niego.
Po co?
Zaproponuj mu żeby z tobą został na noc...
Ugh..doszło do tego, że rozmawiam z własnymi myślami. Założyłam na siebie bieliznę i koszulę po czym wyszłam z pokoju, ale nie było już w nim Justina.
No dalej idź do niego.
Przecież nie mogę do niego po prostu pójść.
Czemu nie? No dalej. Nie pękaj.
Łatwo powiedzieć. Jednak po chwili namysłu postanowiłam do niego pójść. Przed drzwiami zastanawiałam się czy zapukać czy nie. Po chwili jednak się odważyłam, a kiedy usłyszałam kroki moje serce zaczęło bić milion razy szybciej. Kiedy otworzył mi drzwi miał zamiar zamordować tą osobę która mu przeszkadza, ale kiedy zobaczył, że to ja jego wyraz twarzy złagodniał i uśmiechnął się.
-Potrzebujesz czegoś księżniczko?-spytał wpuszczając mnie do swojego pokoju. Cholera nie przemyślałam tego. Co mam mu powiedzieć, że chciałam z nim zostać na noc?
-Wiesz ja..-nie wiedziałam jak to powiedzieć.-Nieważne lepiej już pójdę.-powiedziałam lekko speszona, ale kiedy chciałam wyjść Justin złapał mnie w pasie.
-Może zostałabyś tu?-spytał. Niepewnie pokiwałam głową, a na ustach Justina zobaczyłam wielki uśmiech. Musnął moje usta i zaprowadził na łóżko po czym położyliśmy się na nim. Wtuliłam się w niego i zamknęłam oczy.
-Rose?-usłyszałam po chwili.
-Tak?
-Czy teraz czujesz się dobrze?
-Teraz czuje się niesamowicie.-poczułam jak Justin całuje mnie w czoło.
-Dobranoc moja księżniczko.-szepnął mi do ucha, a po chwili zgasił światło.
-Dobranoc Justin...

4 lipca 2014 rok

 

Poczułam jak coś łaskoczę mnie w szyję, więc otworzyłam swoje zaspane oczy. Zobaczyłam nad sobą uśmiechniętego Justina.
-Jak się spało?-spytał.
-Dobrze.-odwzajemniłam uśmiech.
-Jesteś głodna?
-Troszeczkę.-powiedziałam podnosząc się do pozycji siedzącej.
-Więc proszę.-podał mi talerz pełen naleśników z czekoladą.
-Chcesz żebym była gruba?-spytałam spoglądając na niego.
-Kochanie nie będziesz.-zaśmiał się krojąc kawałek i wpychając mi go do buzi.
-Mmm.pyszne.-powiedziałam uśmiechając się szeroko.
-Sam robiłem.-pocałował mnie w nos.
-Jesteś świetnym kucharzem.-zachichotałam i wzięłam następny kawałek do ust.
-Pobrudziłaś się czekoladą.-zaśmiał się, a ja chciałam to wytrzeć, ale Justin złapał mnie za rękę.
-Mogę?-pokiwałam niepewnie głową, a on wpił mi się w usta, po czym swoim językiem zlizał czekoladę.
-Na tobie smakuję sto razy lepiej.-powiedział na co się zarumieniłam.
-Która godzina?-spytałam.
-Po 10, a co?
-Umówiła się z Alice o 11, muszę się zbierać.-chciałam wstać, ale Justin pociągnął mnie tak, że siedziałam na jego kolanach.
-Najpierw zjedz.-powiedział surowo. Westchnęłam i zaczęłam jeść, a kiedy na talerzu nie zostało już nic wtedy wstałam z jego kolan.
-Zadowolony?-zachichotałam.
-Bardzo.-uśmiechnął się, a ja chciałam już iść, ale zatrzymał mnie jego głos.
-Na pewno chcesz jechać na te zakupy?-skrzywił się.
-Tak chce.-odpowiedziałam mu, a on westchnął niezadowolony. Złapałam za klamkę, ale poczułam jak Justin odwraca mnie do siebie.
-Nie zapomniałaś o czymś?-spytał, a ja spojrzałam się na niego zdezorientowana wtedy on wpił się w moje usta.
-Teraz możesz iść.-szepnął mi do ucha, chciałam się odwrócić, ale Justin znowu mnie złapał.
-Ahh...zapomniałbym..proszę.-powiedział i wręczył mi kartę. Pokiwałam głową.
-Justin ty nie...
-Daj spokój...-przerwał mi.-Kup sobie co tylko będziesz chciała.
-Nie musisz...
-Ale chcę. Mam nadzieję, że w twoich rzeczach które sobie kupisz znajdę seksowną bieliznę.-poruszył znacząco brwiami na co się zarumieniłam.
-Widzimy się później.-powiedział i pocałował mnie w policzek po czym puścił mnie, a ja wyszłam z jego pokoju. Kiedy wróciłam do pokoju szybko ubrałam się w bluzkę bez ramiączek i krótkie dżinsowe spodenki. Po chwili do pokoju weszła uśmiechnięta Alice.
-Gotowa?
-Tak tylko umyję jeszcze zęby i rozczeszę włosy.-weszłam do łazienki, a Alice stanęła w drzwiach.
-Emm..Rose?
-Tak?
-Gdzie byłaś w nocy? Przyszłam do ciebie.-zarumieniłam się.
-Byłam u Justina.-wyszeptałam zakrywając swoją twarz włosami i wyszłam z łazienki.
-Ohh..Rose.
-Nic nie robiliśmy.-powiedziałam rumieniąc się jeszcze bardziej.
-Oczywiście.
-Alice!
-No już dobra...idziemy?
-Tak.-odpowiedziałam i wyszłyśmy. Kiedy wyszłyśmy na zewnątrz zobaczyłam taksówkę do której po chwili weszłyśmy.
-Powiec mi..Podoba ci się Justin?-spytała ciekawa Alice, kiedy kierowca ruszył.
-Nie jest taki zły jak myślałam.-uśmiechnęłam się lekko.
-Mówiłam, że go polubisz. Masz plany na jutro?
-Obiecałam Justinowi, że spędzimy cały dzień razem.-powiedziałam nieśmiało.
-Aww..więc potrzebujesz jakichś seksownych ubrań.
-Alice..
-A nie?
-Nie rozmawiajmy już o tym dobrze?-spytałam z nadzieją.
-Okej.
-Jesteśmy na miejscu.-odezwał się kierowca, a my wysiadłyśmy z taksówki i poszłyśmy do ogromnego centrum handlowego. Kiedy weszłyśmy do środka od razu dwaj goryle podeszli do nas.
-Evil was nasłał?-spytała poirytowana Alice, oni tylko pokiwali głowami. Westchnęłam, nie ufa mi...

_____________________________________________________________

I jak? :P Mam teraz dużo pomysłów i nie wiem jak je wykorzystać żeby rozdziały nie były nudne, ale mam nadzieję, że jakoś wszystkie pomysły zrealizuje w ciekawy sposób :)


niedziela, 3 sierpnia 2014

Rozdział 6 Zniknęłaś 3 lata temu.

 

*Rose's Pov*

 

Spojrzałam na nich, a jedna z dziewczyn dosłownie rzuciła się na mnie.
-Minęło tyle czasu.-szepnęła.-Gdzie byłaś?-spytała, a ja nadal nie wiedziałam o co jej chodzi.
-Przepraszam, ale chyba mnie z kimś pomyliliście.-odpowiedziałam i zrobiłam krok w tył.
-Nie! Rose, jesteś Roselinde Jane Collins.-powiedziała, a moje źrenice się powiększyły.
-Skąd mnie znacie?-spytałam.
-Czy ty naprawdę nie pamiętasz?-w oczach blondynki dostrzegłam łzy.
-Wybacz, ale nie.-odpowiedziałam jej i spojrzałam na resztę. Stał tam chłopak, który cały czas mi się przyglądał, jakby nie mógł uwierzyć. Były tam jeszcze dwie inne dziewczyny, które podeszły bliżej.
-Zniknęłaś 3 lata temu.-szepnęła szatynka, a ja nie wiedziałam co powiedzieć. 3 lata temu miałam ten wypadek, powiedzieli mi, że nie miałam przyjaciół, a teraz dowiaduje się, że jednak ich mam? Ile rzeczy chcieli przede mną ukryć?
-Wtedy miałam wypadek.-powiedziałam cicho.-Niczego nie pamiętam sprzed.
-Rose, gdzie teraz mieszkasz, gdzie są twoi rodzice?
-Ja nie mam rodziców.-powiedziałam zaskoczona, że o nich pytają.
-Gdzie teraz się znajdujesz?-spytał tym razem zmartwiony chłopka, co sprawiło, że na niego spojrzałam. Już chciałam im odpowiedzieć, ale zobaczyłam dwóch goryli idących w naszą stronę. Przestraszyłam się i zaczęłam odchodzić.
-Poczekaj!-krzyknął i mnie złapał.
-Dokąd idziesz?-spytała dziewczyna z kręconymi włosami. Spojrzałam w stronę gdzie wcześniej byli goryle. Chyba jeszcze mnie nie zauważyli. Cała grupka spojrzała tam gdzie patrzę.
-Chodź niedaleko parkujemy.-powiedział chłopak i szybko ruszyliśmy w tamtą stronę, jednak przy wyjściu stał on, Evil. Rozglądał się na wszystkie strony szukając czegoś przypuszczam, że mnie. Dlaczego znaleźli mnie tak szybko. Momentalnie się zatrzymałam.
-Odejdźcie ode mnie. Szybko. Nie chce żeby wam się coś stało.-powiedziałam i zaczęłam biec w głąb parku. Jednak oni pobiegli za mną.
-Proszę zróbcie co mówię.
-Rose kim są ci ludzie? Co się dzieje?-nie mogłam im tego powiedzieć, nie chciałam ich w to mieszać.
-Zaraz mnie znajdą. Odejdźcie.-prosiłam.
-Zobaczymy się jeszcze?-spytali.
-Wątpię...-naglę usłyszałam głos Evil'a.
-Rose..gdzie się ukrywasz? I tak cię znajdę.-przełknęłam ślinę, a oni spojrzeli na mnie.
-Idźcie już.-powiedziałam ze łzami w oczach, na co pokiwali głowami. Poszli oglądając się za siebie. Lekko się do nich uśmiechnęłam, a po chwili poczułam silne ręce łapiące mnie w pasie.
-Nic ci nie jest?-spytał z troską Evil.
-Nie. Wybacz, że uciekłam.-powiedziałam lekko przestraszona.
-Spokojnie Rose, nic ci nie zrobię, ale więcej tego nie rób. Dobrze?-zapytał obracając mnie w swoją stronę, pokiwałam tylko głową nie patrząc na niego. Złapał mnie w talii i wyprowadził z parku, prowadząc do swojego luksusowego samochodu. Idąc zobaczyłam przypuszczam już ostatni raz tą grupkę. Uważnie mi się przyglądali, a ja im. Justin złapał mnie mocniej za pas co sprawiło, że spojrzałam na niego. Jego wyraz twarzy był surowy.
-Rozmawiałaś z nimi?-syknął.
-Tak.-wyszeptałam.
-Już nigdy ich nie zobaczysz.-powiedział popychając mnie do samochodu. Kiedy odjeżdżaliśmy chłopak mi pomachał na co się uśmiechnęłam. Czułam na sobie przeszywający wzrok Justina. No to mu podpadłam. 
-Kochasz go?-spytał nagle na co momentalnie na niego spojrzałam.
-Słucham?
-To co słyszałaś.
-Znam go od kilku minut, nie można się zakochać w tak krótkim czasie.-powiedziałam na co on odetchnął z ulgą.-A co nie chcesz żebym zakochała się w kimś innym tylko w tobie.-wypaliłam na co gwałtownie zahamował.
-Rose. Posłuchaj mnie. Wiem, że pewnie mnie nienawidzisz, ale staram się okej?-spojrzał na mnie.-Nie jestem idealny. Wiem. Nigdy nie myślałem, że się zakocham. Wcześniej w moim słowniku nie było słowa "miłość" rozumiesz? Aż nie zobaczyłem ciebie.-to co mówił było od serca, dobrze o tym wiedziałam. Wiem, że się stara, ale czy on nie rozumie, że miłość nie przychodzi od tak.-Zrobię wszystko, abyś czuła się ze mną dobrze.-dodał po czym znowu ruszył....
Przez całą drogę, Justin próbował mnie rozbawić co mu się udało. Był normalny.
-Masz może ochotę na McDonald'a?-spytał w pewnej chwili.
-Chętnie.-uśmiechnęłam się, a on skręcił, bo właśnie przejeżdżaliśmy obok. Wyszliśmy z samochodu, wcześniej Justin otwierając mi drzwi. Złapał mnie za rękę i weszliśmy do środka.
-Na co moja księżniczka ma ochotę?-uśmiechnął się.
-Hymm..wezmę to samo co ty.-odpowiedziałam odwzajemniając uśmiech.
-Okej, to ja pójdę zamówić, a ty idź zajmij miejsce.-powiedział dając mi buziaka w policzek i idąc do kasy. Podeszłam do pierwszego wolnego stolika i usiadłam przy nim. Po chwili podszedł jakiś chłopak z czarnymi włosami.
-Hej śliczna.-zaczął.
-Cześć.-powiedziałam grzecznie.
-Jesteś tu sama, przysiądę się.-powiedział siadając obok i obejmując mnie ramieniem. Od razu się odsunęłam i wstałam.
-Poszukam innego miejsca.
-Przecież wystarczy dla nas obu.-był natrętem. Odchodząc od niego poczułam jak łapie mnie za tyłek, momentalnie się odwróciłam, a zanim zdążyłam coś powiedzieć Justin walną go z pięści w twarz, po czym popchnął na dwór.
-Gdzie te łapy?-warknął wyraźnie wkurzony.
-Hej ona jest z tobą? Nie wiedziałem...-nie pozwolił mu się wytłumaczyć tylko zaczął go walić pięściami i kopać. Szybko podeszłam do Justina.
-Justin, przestań.-nie słuchał.-Przestań.-złapałam go za nadgarstek i wtedy na mnie spojrzał. Popchnął tego chłopaka i wyjął z kieszeni chusteczki po czym wytarł pięści z krwi po czym złapał mnie w talii, abym była blisko niego. Czułam, że jego mięśnie były napięte i zabiłby togo chłopaka gdybym nie patrzyła. Odwróciłam się do niego, a swoją dłonią przejechałam po jego policzku.
-Spokojnie, nic się nie stało.-powiedziałam.
-Nikt nie będzie cię dotykał.-szepnął mi do ucha.-Oprócz mnie.-dodał, a ja na niego spojrzałam.-Jeśli tylko pozwolisz.-wpiłam się w jego usta, aby rozluźnił się i przestał o tym myśleć. On szybko oddał pocałunek, a jego ręce zjechały na moją pupę, zachichotałam.
-Justin.
-Jesteś tylko moja.-uśmiechnął się.-Może lepiej kolację zjedzmy w domu.-powiedział na co pokiwałam głową i razem ruszyliśmy w stronę samochodu...
Przez całą drogę śmialiśmy się i wygłupialiśmy.... W domu nie było zupełnie nikogo. Tylko my i służący.
-Dlaczego nikogo nie ma?-spytałam.
-Mają swoje domu.-wzruszył ramionami i kazał przygotować kolację. Nie rozumiałam tego. Kiedy jego nie było praktycznie wszyscy tu byli, może wtedy "korzystali z okazji"? Nagle Justin podniósł mnie i zaczął gdzieś nieść.
-Justin?! Co ty robisz?! Postaw mnie!-krzyczałam, ale on tylko się śmiał, zaniósł mnie do swojego pokoju po czym zamknął drzwi na klucz.
-Teraz mi nigdzie nie uciekniesz.-uśmiechnął się i podszedł do mnie popychając delikatnie na łóżko. Sam usiadł na nim obejmując mnie. Pocałował mnie w policzek i zaczął mówić.
-O czym rozmawiałaś z tamtymi dziewczynami i chłopakiem?-spytał całkiem poważnie. Spuściła głowę.-Rose...
-Mówili, że mnie znają, byłam ich przyjaciółką.-szepnęłam.
-Pewnie próbowali ci to wmówić...
-Nie. Oni mówili prawdę, powiedzieli też, że miałam rodziców...co się z nimi tak naprawdę stało?-spytałam odrywając się od niego i patrząc na niego ze łzami.
-Nie żyją.-odpowiedział nie patrząc na mnie.
-Czy ty ich..
-Nie!-krzyknął i spojrzał na mnie.-Czy ty naprawdę uważasz mnie za tak wielkiego potwora?-spytał smutno. Nie wiedziałam co teraz mam powiedzieć. Przynajmniej teraz wiem, że on ich nie zabił..
-Więc co się z nimi stało?-szepnęłam.
-Zginęli w wypadku..tylko ty przeżyłaś.-powiedział na co spojrzałam na niego. Kilka łez spłynęło mi po policzku.-Kochanie, nie płacz.-powiedział przytulając mnie do siebie. Justin położył się na łóżku ciągnąc mnie za sobą. Wtuliłam się w niego i zamknęłam oczy, próbowałam się uspokoić. Nie chciałam przy nim płakać. Po jakimś czasie poczułam jak całuje mnie w czoło i powoli wstaję, chyba myślał, że śpię i wyszedł z pokoju, po chwili usłyszałam jak z kimś rozmawia. Postanowiła podsłuchać ich i podeszłam do drzwi.
-Znajdźcie ich. Nie mogą nic więcej powiedzieć Rose.-usłyszałam, czy chodzi mu o tą grupkę z którą rozmawiałam?
-Mamy ich usunąć?
-Sam się tym zajmę.-moje serce przyśpieszyło..czy on chce ich zabić?

_________________________________________________________________

No i jest :) I jak wam się podoba? Co myślicie, co zrobi Justin ? :D

czwartek, 31 lipca 2014

Rozdział 5 Tak cholernie ciebie pragnę.

 

*Rose's Pov*

 

-Po prostu cię kocham.-powtórzył, nie chciał powiedzieć jednak przyczyny.
-Ale dlaczego? Odpowiedz mi..-nie dokończyłam, bo mi przerwał.
-Kurwa nie musisz wiedzieć.-warknął, a ja podskoczyłam i spuściłam głowę.
-Przepraszam.-szepnęłam i ruszyłam dalej. Justin szybko do mnie dołączył i złapał za rękę. Wiedziałam, że nie chce o tym rozmawiać, ale ja i tak się dowiem. Nie mam zamiaru odpuścić.
-Nie myśl o tym.-powiedział patrząc przed siebie nadal idąc. Czy on czyta w myślach? Pokiwałam głową. Szliśmy już jakiś czas, a domów już nie było tylko był las. Było tu trochę strasznie. Nagle usłyszałam jakiś hałas za krzakami. Złapałam mocnej rękę Justina.
-Nie bój się, to pewnie tylko wiatr, albo jakieś zwierzę.-zaśmiał się przysuwając mnie do siebie. Chwilę później wyszliśmy z lasu, a przed nami był piękny widok. Znajdowało się tu jezioro, a obok był wodospad. Uśmiechnęłam się kiedy poczułam przyjemny wiatr na mojej twarzy, a po chwili poczułam jak Justin mnie obejmuje.
-Podoba ci się?-spytał.
-Tak, bardzo. Jest tu pięknie.-powiedziałam zachwycając się widokiem.
-Chcesz się wykąpać?-spytał uśmiechając się i poruszył znacząco brwiami.
-Przecież nie mamy strojów.-powiedziałam.
-Możemy kąpać się w bieliźnie.-zarumieniłam się na jego słowa,  po chwili jego ręka znajdowała się pod moją bluzką na brzuchu. Zaczął jeździć w górę i dół.
-Justin.-jęknęłam po czym się od niego odsunęłam.
-Przecież ci się podoba.-uśmiechnął się, na co się zarumieniłam.
-Wejdziemy?-spytał zmieniając temat. Chyba zauważył, że jest to dla mnie krępujące. Pokiwałam przecząco głową.
-Nie daj się prosić.-szepnął mi do ucha przedtem podchodząc do mnie. Po chwili był już tylko w samych bokserkach, a ja próbowałam nie patrzeć, ale on cały czas chciał zwrócić na siebie uwagę. -Jeśli wejdę do wody...przestaniesz?-zachichotałam na jego głupie miny, abym na niego spojrzała. Uśmiechnął się zwycięsko i czekał, aż się rozbiorę, uważnie przyglądając się mi. Powoli rozebrałam się zostając w koronkowym staniku i majtkach do kompletu. Justin oblizał usta i podszedł do mnie po czym złapał mnie w talii, a jego palce zaczęły delikatnie masować te miejsca. Powoli weszliśmy do ciepłej wody.
-A może lepiej bez ubrań?-spytał Justin zabawnie poruszając brwiami.
-Chciałbyś.
-Wiem, że bym chciał.-odpowiedział podnosząc mnie, na co ja owinęłam swoje nogi wokół jego bioder i złapałam rękami za jego kark przez co byliśmy bardzo blisko siebie. Uśmiechnął się i powoli złączył nasze usta w jedność. Justin zjechał swoimi dłońmi pod wodą na mój tyłek po czym go ścisnął na co ja jęknęłam mu w usta dając mu łatwy dostęp. Po chwili toczyliśmy walkę o dominację. Nagle poczułam jak zaczyna wychodzić z wody. Po chwili położył mnie na ubraniach i zaczął na mnie napierać. Po chwili zjechał na moją szyję.
-Tak cholernie ciebie pragnę.-powiedział na co jęknęłam, bo swoim "przyjacielem" przejechał po mojej kobiecości. Jego ręce znalazły się na zapięciu od mojego stanika, a po chwili go zdjął przez co Justin miał całkowity dostęp do moich piersi. Od razu jedną pierś złapał w dłoń, a drugą zaczął ssać tak, aby obie miały tyle samo przyjemności. Zaczęłam cicho jęczeć. Pomiędzy nami zaczęło wzrastać podniecenie, ale ja wiedziałam, że nie mogłam z nim tego zrobić. Dla mnie jeszcze było za wcześnie, więc kiedy Justin rękami zjechał do moich majtek odepchnęłam go. Szybko złapałam za stanik i podniosłam się po czym go założyłam. Justin patrzył na mnie z zawiedzeniem i zaskoczeniem, ale ja po prostu nie mogłam.
-Wybacz.-szepnęłam spuszczając głowę i zakładając na siebie ubrania, szybko ruszyłam w stronę lasu. Nie wiedziałam gdzie teraz pójdę. Chciałam być tylko jak najdalej od niego. Nie mogłam mu teraz spojrzeć w oczy. Wstydziłam się go, dlaczego jestem taka głupia? Nawet go nie znam, a daje mu się. Jedna łza spłynęła mi po policzku, ale szybko ją otarłam.
-Rose!-nagle usłyszałam jak mnie woła, ale ja szłam prosto nie oglądając się za siebie. Kiedy usłyszałam, jak biegnie, zrobiłam to samo. Musiałam uciec. Chciałam poczuć się wolna. Chociaż ten jeden, jedyny raz w życiu... nawet jeśli miałabym przez to umrzeć, bo wkurzyłam Evil'a...
Biegłam tak długo, aż nie wskoczyłam do pierwszego lepszego autobusu. Nawet nie wiedziałam, że umiem tak długo biec. Usiadłam na wolnym miejscu i zaczęłam wpatrywać się jak powoli opuszczam okolice, które znałam. Nie wiedziałam gdzie jadę, ale czułam się dobrze. Dlaczego nie uciekłam wcześniej? Może wtedy nie doszłoby do spotkania mojego i Evil'a. Jego prawdziwe imię...Justin, jestem ciekawa jak ma na nazwisko..
Właściwie dlaczego o nim myślę?
Bo ci się podoba.-odezwała się moja podświadomość.
Wcale nie.
Wcale tak. Inaczej byś nie chciała żeby cię całował.
Nie chce tego.
Oszukuj się dalej.
Wcale się nie oszukuję!
Wmawiaj to sobie...
Co ja w ogóle robię? Kłócę się ze swoimi myślami... Nagle jakiś mężczyzna, który miał może 30 lat podszedł do mnie i poprosił o mój bilet. Chwila bilet? Nie wiedziałam co zrobić. Spanikowałam i po prostu na najbliższym przystanku wybiegłam z autobusu i zaczęłam biec przed siebie. Znowu. Kiedy miałam już pewność, że go zgubiłam przestałam biec i rozejrzałam się dookoła. Nie miałam pojęcia gdzie jestem, ale coś mi mówiło, że już kiedyś tu byłam. Idąc dalej doszłam do jakiegoś parku. Usiadłam na ławce i zaczęłam się rozglądać po tej okolicy. Z daleka zobaczyłam małą grupkę. Kiedy mnie zobaczyli stanęli i zaczęli mi się przyglądać co było dziwne.
-Czy coś się stało?-spytałam niepewnie.
-Rose..czy to ty.-moje serce zaczęło bić jak szalone. Skąd oni wiedzą kim jestem...

________________________________________________________________________

I jak wam się ten rozdział podoba? :3 Jak myślicie co Rose teraz zrobi? Ucieknie mu już na dobre? :) Czy może Justin ją dogoni i ją ukarze? Ogólnie to czy opowiadanie wam się podoba?

piątek, 25 lipca 2014

Rozdział 4 Czy moje uczucia się nie liczą?

3 lipca 2014 rok

 

*Rose's Pov*

 

Wczorajsza noc była..nawet nie wiem jak ją opisać. Chociaż przez całe 3 lata przygotowywali mnie do spotkania z nim to boję się. Boję się jego. Boję się mojej przyszłości. Nawet nie wiem kim są moi rodzice, co się z nimi stało? Może ich też zabił? Moje myśli przerwał odgłos otwierających się drzwi. Mój oddech przyśpieszył, ponieważ bałam się, że to może być Evil, a wtedy zobaczy mnie jak płaczę. Tak płaczę. Chciałabym teraz znajdować się w zupełnie innym miejscu. Nagle poczułam jak ktoś mnie przytula. Spojrzałam za siebie. Była to Alice, od razu się w nią wtuliłam.
-Kochanie nie płacz. Będzie dobrze.-szepnęła.
-Dlaczego nie mogę po prostu żyć normalnie?-mówiłam łkając.
-Widocznie los chce, abyś tu była. Nigdy nie widziałam Evil'a żeby oszczędził komuś życie. Rose jesteś pierwszą osobą, której udało się go uspokoić.
-Nie chce się z nim więcej widzieć.-wyszeptałam cały czas płacząc.
-Nie mów tak. On cię kocha.
-Czy moje uczucia się nie liczą?-spytałam.
-Rose proszę..postaraj się go zaakceptować. On naprawdę się stara.. Wiesz co dzisiaj dla ciebie zorganizował..-uśmiechnęła się podejrzanie.
-Co?-spytałam.
-Nie mogę ci tego powiedzieć, bo urwałby mi łeb, boże teraz mi urwie jeśli się dowie, że ci powiedziałam cokolwiek, to miała być niespodzianka.-powiedziała na wdechu wyraźnie spanikowana.
-Nic mu nie powiem. Nie martw się Alice.-uśmiechnęłam się lekko do niej na co mnie przytuliła.-Czy wszyscy na prawdę się go boicie?-spytałam.
-Boi się go nawet policja. Myślisz dlaczego tak szybko wyszedł? On jest niepoczytalny.-westchnęła.-Rose masz wielkie szczęście. Inne zabiłyby żeby znaleźć się na twoim miejscu.
-Z przyjemnością się zamienię.-szepnęłam.
-Rose...co mam zrobić żeby poprawić ci humor?-spytała.
-Wybrać się ze mną na zakupy?-zapytałam z nadzieją w głosie.
-Wiesz, że bym chciała, ale nie możemy..musiałabyś spytać Evil'a.-powiedziała, a ja przełknęłam ślinę na myśl, że miałabym go o coś prosić. Nagle Alice przewróciła mnie tak, że była nade mną i zaczęła mnie łaskotać. Zaczęłam się śmiać jak idiotka.
-Proszę przestań!-krzyczałam pomiędzy śmiechem. W końcu udało mi się wyrwać i pobiegłam do drzwi.
-Ohh tak się chcesz bawić? Wracaj tu!-krzyknęła, a ja błyskawicznie wybiegłam z pokoju. Zaczęłam się śmiać z tego co robiłyśmy. Ganiałyśmy się jak małe dziewczynki. Nagle kiedy biegłam poczułam jak ktoś mnie łapie w talii.
-Witaj kochanie.-powiedział Justin, a mnie momentalnie przeszły ciarki kiedy jego oddech odbił się o moją skórę. Odwrócił mnie do siebie przodem po czym pocałował w policzek.
-Hej.-odpowiedziałam.
-Co robicie?-spytał patrząc na Alice, która właśnie tu przybiegła.
-Trochę rozrywki.-odpowiedziała po czym odeszła wiedząc, że Justin chce zostać ze mną sam na sam.
-To co wczoraj ci powiedziałem..Rose nie jesteś dla mnie jak dziwka na jedną noc.-szepnął mi do ucha.-Jeśli czegoś potrzebujesz po prostu mi powiec.-dodał na co ja chwilę się zastanowiłam po czym odważyłam się spytać.
-Czy mogłabym pojechać na zakupy...z Alice?-spytałam nieśmiało. On tylko spojrzał na mnie z zazdrością i odpowiedział.
-Dlaczego nie chcesz się tam wybrać ze mną?-zapytał nadal zazdrosny. Właśnie zazdrosny? O to, że chce jechać z Alice?
-Nie wiedziałam, że lubisz zakupy.
-Nie lubię, ale z tobą to by była czysta przyjemność.-powiedział. Nie wiedziałam jak z tego wybrnąć chciałam tam jechać z Alice, a nie z nim.
-Ale jeśli chcesz z nią jechać to jedź.-westchnął.-Kiedy byś chciała?-spytał.
-Może..jutro?-zapytałam z nadzieją.
-Dobrze, ale za to chce żebyś po jutrze była cała moja..zgoda?-ja tylko pokiwałam głową. Mówił, że mogę decydować sama.. tak właśnie widzę. Naglę zadzwonił jego telefon przez co pocałował mnie w policzek, przeprosił i odszedł, a ja odetchnęłam z ulgą i poszłam do swojego pokoju, gdzie czekała Alice.
-Zgodził się.-powiedziałam radośnie.
-Zgodził się na..?-spytała zaskoczona.
-Na jutrzejsze zakupy...
-Serio się zgodził?
-Tak-uśmiechnęłam się.
-Widzisz nie jest taki zły.
-Nie jest, ale nadal niezręcznie mi jest prosić go o cokolwiek.-westchnęłam i usiadłam obok Alice na łóżku.
-Przyzwyczaisz się. Potrzebujesz czasu.
-Pewnie masz rację.
-Oczywiście, że mam.-zaśmiałam się na skromność Alice.
-Co cię tak śmieszy.-zaczęła mnie łaskotać.
-Nie proszę Alice!-krzyknęłam na co ona po chwili przestała, a my obie zaczęłyśmy się śmiać. Nagle do pokoju wszedł Justin, od razu na niego spojrzałam.
-Wszystko dobrze? Słyszałem twój krzyk.-powiedział z troską i spojrzał podejrzliwie na Alice.
-Tak, my tylko się wygłupiałyśmy.-od razu powiedziałam. Justin wzrokiem kazał wyjść Alice z pokoju, a kiedy wyszła podszedł do mnie.
-Czy chciałabyś pójść ze mną na spacer?-zapytał.
-Tak.-odpowiedziałam krótko, a on złapał mnie delikatnie za rękę. Po kilkunastu minutach znajdowaliśmy się na chodniku poza jego "zamkiem", ponieważ do bramy trochę się idzie. Złapał mnie za rękę i zaczęliśmy iść. Rozglądałam się na wszystkie strony. Tak rzadko wychodziłam. Cały czas czułam na sobie wzrok Justina.
-Czemu tak się rozglądasz?-nagle spytał rozbawiony.
-Wiesz nie pozwalano mi wychodzić.-odpowiedziałam na co natychmiast tego pożałowałam, ponieważ to on mi tego zabraniał.
-Rose.-zatrzymał się po czym przyciągnął mnie do siebie.-Nie chciałem żebyś czuła się jak w więzieniu, ale nie chciałem żeby cokolwiek ci się stało. Mam wielu wrogów. Gdyby coś ci się stało, nie darowałbym tego sobie...Wiem, że jestem dla ciebie obcą osobą, ale chce żebyś mnie poznała i pokochała tak jak ja kocham ciebie...
-Nie rozumiem tego..jak możesz mnie kochać skoro nawet mnie nie znasz?-spytałam. Odważyłam się to zrobić. Musiałam znać prawdę. Wiem, że wielu rzeczy mi nie mówi, a przede mną jeszcze długa droga do prawdy...

________________________________________________________________________

Podoba wam się? :) A w bohaterach pojawiła się nowa postać Alice :3 Rozdział jest raczej nudny, ale to tylko początki mam zamiar napisać coś lepszego w następnym :)) Więc do następnego xoxo

czwartek, 24 lipca 2014

Rozdział 3 Widzę, że się mnie boisz.


 *Rose's Pov*


 

Nie wiedziałam co powiedzieć. To był dla mnie niezły szok.. Nagle poczułam jak moją rękę, która leżała na stole ktoś łapie. Powoli spojrzałam na rękę. Trzymał ją Justin, spojrzałam na niego, a nasze spojrzenia się spotkały. Na jego ustach był wymalowany uśmiech, a w oczach miał iskierki szczęścia. Nie mogłam się odezwać, patrzyłam w jego tęczówki jak zahipnotyzowana. Nawet nie zauważyłam kiedy do mnie podszedł. Złapał mnie jedną ręką w talii, a drugą zaczął gładzić mój policzek. Chciałam żeby mnie dotykał to było tak cholernie przyjemne. Po chwili obrócił mnie do siebie przodem po czym musnął moje usta na co się zarumieniłam.
-Jesteś urocza kiedy się rumienisz.-powiedział słodkim głosem na co stałam się czerwona jeszcze bardziej.-Zresztą zawsze taka jesteś.-uśmiechnął się, a ja spuściłam swoją głowę. Nie czułam się zbytnio komfortowo. Nagle usłyszałam wolną muzykę.
-Czy mogę prosić do tańca?-spytał na co pokiwałam głową, a on złapał mnie za rękę, a po chwili  zaczeliśmy tańczyć. Chwilę później Justin widać wyraźnie niecierpliwy zbliżył nas do siebie tak blisko, że nawet kartka papieru by się nie zmieściła. Przysunął swoją głowę blisko mojej, a po chwili złączył nasze usta. Najpierw całował mnie delikatnie, ale z czasem zachłannie i bardziej namiętnie. Po chwili zjechał na moją szyję. Kiedy trafił na mój czuły punk zaczęłam cicho jęczeć, a on popchnął mnie na ścianę. To wszystko działo się tak szybko.. Jednym ruchem podniósł mnie, a ja oplotłam swoje ręce wokół jego szyi. Teraz nasze głowy były na tej samej wysokości. Patrzyliśmy sobie w oczy, a Justin zbliżył nas do siebie jeszcze bardziej po czym oparł swoje czoło o moje.
-Jesteś taka piękna.-wyszeptał mi w usta.-Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że jesteś MOJA.-ostatnie słowo podkreślił, a mnie przeszedł dreszcz. Spojrzałam w dół, ale on szybko złapał mnie za brutkę i podniósł do góry tak, abym na niego patrzyła.
-Nie uciekaj swoim wzrokiem.-powiedział po czym delikatnie postawił mnie na podłogę. Złapał mnie za rękę i zaczął prowadzić na górę. Kiedy już się tam znajdowaliśmy zobaczyłam łóżko dla dwóch osób. Zadrżałam kiedy zaczął mnie na nie prowadzić. Czy on chce...
-Nie bój się Rose. Nie mam zamiaru ciebie skrzywdzić.-powiedział Justin przyglądając się mi. Naprawdę nie wiem co się ze mną dzieje. Uczyli mnie jak mam się zachowywać, a teraz...zachowuje się tak jakbym była przestraszonym dzieckiem.
-Podejdź do mnie.-powiedział łagodnie na co spojrzałam na niego. Widocznie się zamyśliłam. Powoli podeszłam do niego, a on przyciągnął mnie do siebie przez co siedziałam na jego kolanach.
-Nie czuj się przy mnie źle.-szepnął.-Chcę żebyś była szczęśliwa. Jeśli moje towarzystwo sprawia, że taka nie jesteś...po wiec mi.-dodał.
-Nie. Wcale tak nie jest po prostu jestem...-nie mogłam się wypowiedzieć bałam się, że go zdenerwuje.
-Nie kłam. Widzę, że się mnie boisz.-powiedział surowym tonem na co przeszły mnie dreszcze. Mam nadzieję, że tego nie zauważył. Nie wiedziałam co mam teraz powiedzieć, więc po prostu pocałowałam go w policzek na co się uśmiechnął.
-Wolałbym tu.-powiedział wskazując na swoje usta. Zrobiłam to. Pocałowałam go. Po chwili odsunęłam się i oblizałam usta. Poczułam małe wybrzuszenie w spodniach Justina. Jego oczy stały się przepełnione pożądaniem.
-Rose wstań i szybko idź do łazienki.-powiedział ostro. Nie sprzeczałam się zrobiłam to co mi kazał. Dobrze wiedziałam co mu zrobiłam. Podnieciłam go. Teraz przeze mnie będzie się męczył, ale co ja mogłam zrobić. Nie chciałam uprawiać seksu z osobą którą ledwo znam... Po chwili usłyszałam pukanie. Powoli otworzyłam drzwi, a za nimi stał Justin.
-Tak bardzo cię przepraszam ja nie..-nie dokończyłam, bo mi przerwał.
-Za co przepraszasz? Że działasz na mnie w ten sposób?-spytał uśmiechając się.-Chodź.-powiedział łapiąc mnie za rękę, a po chwili siedzieliśmy na dywanie opierając się o łóżko.
-Wciąż mało o mnie wiesz..-powiedział po czym zaczął mówić.-Jestem Kanadyjczykiem z małego miasteczka Stratford w Ontario. Kiedy miałem zaledwie 2 lata zabili moich rodziców, trafiłem do domu dziecka. Kiedy miałem 6 lat mafia wtargnęła na teren domu dziecka i zabiła wszystkich oprócz mnie, ponieważ jestem dziedzicem rodu. Teraz jestem najważniejszą tu osobą, nikt mi się nie sprzeciwi. Kiedy mnie wychowywano widziałem wiele kradzieży, pobić, morderstw. Dla mafii byłem dzieciakiem z zimną krwią i bez serca. Teraz jestem bezlitosny, nikogo nie oszczędzam.-powiedział i spojrzał na mnie. To był dla mnie szok. Jako małe dziecko przeżył tak wiele. Znam już jego historię, ale skąd ja tu jestem?
-Pewnie zastanawiasz się teraz dlaczego tu jesteś. Odpowiedź jest prosta. Mam wszystko czego chcę, a jeśli ktoś dotknię tego co jest moje...już więcej nie będzie miał okazji.-powiedział bez uczuć i spojrzał na mnie. Czy to zabolało? Tak. Więc jestem tylko jego zabawką? Rzeczą która może się znudzić? Widziałam, że zabija, ale kiedy o tym mówi bez żadnego zainteresowania sprawia to, że boję się go...
-Przepraszam. To źle zabrzmiało.-powiedział łagodnie próbując natrafić na mój wzrok, ale ja patrzyłam wszędzie tylko nie na niego...
_________________________________________________________________________
Heej :) i co myślicie ? W tym rozdziale nic się za bardzo nie dzieję, ale obiecuję, że się rozkręci :3

poniedziałek, 21 lipca 2014

Rozdział 2 Jestem Justin.

 

*Rose's Pov*


Nie wiedziałam co zrobić. Czy wyjść za nim i narazić się mu, czy zostać tu. Czułam jednak, że jeśli tam nie pójdę to coś się stanie. Coś złego. Szybko wyszłam z pokoju. Cholera. W którą stronę on poszedł? Nie musiałam myśleć długo, bo usłyszałam jego szorstki głos, który spowodował u mnie dreszcze. Poszłam w tamtym kierunku, aż znalazłam się w salonie. Byli tam wszyscy. Moją uwagę przykuł Evil wyciągający pistolet. Przestraszyłam się. Na przeciwko niego była kobieta ,która zajmowała się mną, uczyła mnie i pomagała,  Grace. Nie myślałam długo po prostu do niego podeszłam i złapałam go za rękę, w której miał broń. On momentalnie się odwrócił. Jego oczy były czarne i nie wyrażały żadnych uczuć. Przerażały mnie. Kiedy patrzył na mnie jego oczy zmieniały kolor na czekoladowy. Evil po kilku sekundach schował pistolet i złapał mnie w talii po czym zabrał stamtąd . Nie odzywałam się, bałam się tego co zamierza mi zrobić. Wprowadził mnie do swojego pokoju i lekko mnie popchnął, abym poszła dalej. On w tym czasie zamknął drzwi na klucz po czym podszedł do mnie.
-Przepraszam, że musiałaś na to patrzeć.-powiedział.
-Nic się nie stało.-szepnęłam zaskoczona jego słowami i lekko przestraszona.
-Zapomnij o tym, że nie masz swoich wyborów.-powiedział patrząc na mnie.-Ale tym razem go nie masz. Dzisiaj idziesz ze mną do restauracji.-powiedział wychodząc z pokoju, jednak przed wyjściem zatrzymał się.-Ahh i to jest randka.-dodał uśmiechając się po czym wyszedł. Wypuściłam powietrze, które przez cały czas wstrzymywałam chociaż o tym nie wiedziałam i dopiero teraz dotarło do mnie co się właściwie stało. Idę z nim na randkę. Postanowiłam jak najszybciej opuścić pomieszczenie, ale niestety drzwi były zamknięte.
-Cholera. Zamknął mnie tu.-lekko wkurzona podeszłam do jego łóżka po czym na nie usiadłam. Było mięciutkie zupełnie jak moje. Po chwili położyłam się na nim. Złapałam za jedną z poduszek po czym przyłożyłam ją sobie do twarzy... Po pewnym czasie poczułam jak czyjeś ręce wędrują po moim ciele. Szybko zdjęłam poduszkę z twarzy, a przede mną zobaczyłam uśmiechniętego Evil'a. Trochę się speszyłam. On podniósł się, a po chwili zrobiłam to samo.
-Mam coś dla ciebie.-powiedział podchodząc do mnie i podając mi piękną kremową sukienkę razem z dodatkami idealnie pasującymi do siebie.
-Podoba ci się?-spytał niecierpliwie.
-Ona jest przepiękna.-powiedziałam zakrywając usta dłonią.
-Załóż ją.-ja pokiwałam głową i odwróciłam się do niego tyłem. Już chciałam skierować się do łazienki, ale poczułam jego ręce na mojej talii.
-Pozwól, że ja to zrobię.-szepnął mi do ucha po czym swoją lewą rękę włożył pod moją bluzkę na co zarumieniłam się i spuściłam głowę. Evil ściągnął ją, po czym zabrał się za spodnie. Byłam onieśmielona tym co robił. Chwilę potem byłam w samej bieliźnie nadal odwrócona do niego tyłem, ale po chwili poczułam jak odwraca mnie do siebie. Miałam nadal spuszczoną głowę, wstydziłam się go.
-Jesteś taka piękna. Nie wstydź się mnie księżniczko.-powiedział patrząc na moje ciało. Ja byłam  onieśmieliłam jeszcze bardziej. Evil widząc to pomógł mi założyć sukienkę. Kiedy nie mogłam poradzić sobie z suwakiem on to zrobić, po czym delikatnie musnął moje ramię swoimi ustami. Zadrżałam. Ubrałam wszystko co mi przyniósł i bez słowa opuściliśmy dom wsiadając do jego samochodu. Kiedy jechaliśmy czułam się dziwnie.
-Rose. Dlaczego nic nie mówisz?-spytał. Po czym szybko dodał.-Czy czujesz się przy mnie źle?
-Nie, tylko..-nie dokończyłam. Dlaczego ja w ogóle zaczęłam mówić?!
-Tylko co?-spojrzał na mnie wyczekująco.
-Nic o tobie nie wiem.-wyszeptałam spuszczając głowę.
-Jak to? Nic ci o mnie nie powiedzieli?-spytał ostro na co zadrżałam.
-Nie.-wyszeptałam jeszcze ciszej.
-Po wiec mi co o mnie wiesz.-powiedział już spokojnie.
-Tylko tyle, że mówią na ciebie Evil.-wyszeptałam nieśmiało.
-Znasz moje prawdziwe imię?-spytał spoglądając na mnie. Pokiwałam przecząco głową.
-A więc zacznijmy od początku. Jestem Justin.-uśmiechnął się do mnie. Ma piękny uśmiech..
-Twój jest piękniejszy.-powiedział. Boże czy ja to powiedziałam na głos?!
-Tak.-poczułam jak moje policzki stają się czerwone, dlatego schowałam je za włosy. Po chwili poczułam jak jego ręce przyciągają mnie do siebie co sprawiło, że siedziałam mu teraz na kolanach. Odgarnął moje włosy z twarzy, a swoją głowę umieścił na mojej szyi składając na niej pocałunki. Było to tak bardzo przyjemne. Kiedy znalazł mój czuły punkt jęknęłam. Zamknęłam oczy i pragnęłam więcej. On z mojej szyi przeniósł się na moje usta, całując je namiętnie. Po chwili się jednak odsunął.
-Uwierz mi. Wolał bym teraz ciebie dalej całować niż iść do restauracji, ale mamy rezerwacje.-powiedział niezadowolony po czym musnął moje usta swoimi. Ja szybko wróciłam na swoje miejsce. Chciałam już wyjść, ale Justin zablokował drzwi. Po chwili podszedł do nich i sam je otworzył. Jaki dżentelmen. Kiedy wysiadłam podziękowałam mu, a on złapał mnie opiekuńczo od tyłu w pasie i zaczął prowadzić do środka. Jak już znajdowaliśmy się tam wszystkie oczy zwróciły wzrok na nas. Poczułam się dziwnie.
-Ignoruj ich.-szepnął mi do ucha. Po chwili znajdowaliśmy się w osobnym pomieszczeniu w którym na środku znajdował się stolik. Justin wysunął mi krzesło, na którym po chwili już siedziałam. Zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniu pełnym płatków róż, moją uwagę przykuły schody.
-Później dowiesz się co tam jest.-powiedział wpatrując się we mnie. Po chwili zaczęliśmy jeść, panowała niezręczna dla mnie cisza którą po chwili przerwał.
-Chciałabyś mnie poznać?-spytał na co pokiwałam twierdząco głową.
-A więc mam 22 lata.-kiedy to powiedział spojrzałam na niego. Był ode mnie starszy o cztery lata.
-I cię kocham.-moje źrenice gwałtownie się powiększyły. Przecież mnie nawet nie zna...
_________________________________________________________________________
:) W aucie Justin całował ją aww Jak wam się podoba ? Licze na szczere komentarze i napiszcie mi jakby co mam zmienić:)