https://www.youtube.com/watch?v=gy2r2yCYQ9c
piątek, 24 października 2014
poniedziałek, 22 września 2014
Rozdział 14 Chciałbym nazywać cię panią Bieber.
*Rose's Pov*
-Przestań !-krzyczałam ze łzami w oczach, kiedy mężczyzna próbował mnie rozebrać.
-Kurwa nie wyrywaj się szmato, bo pożałujesz!-warknął na mnie, a moje ręce przywiązał do łóżka.
-Teraz się trochę zabawimy.-uśmiechnął się i zdarł ze mnie bluzkę.
-Kurwa.-jęknął na widok moich piersi, które teraz była zasłonięte tylko moim stanikiem.
-Proszę, zostaw mnie.-szeptałam dławiąc się łzami. On tylko się zaśmiał i zdjął mi spodenki, kiedy miał zdjąć już mój stanik usłyszeliśmy strzał. Mężczyzna szybko ze mnie wstał i wziął broń.
-Niedługo wrócę kochanie..-uśmiechną się do mnie i wyszedł z pokoju, a ja próbowałam się uwolnić, jednak na marne. Po chwili zaczęłam słyszeć strzały i krzyki wydobywające się z dołu. Nie wiedziałam co robić, byłam przywiązana do tego cholernego łóżka i nie mogłam nic zrobić. Nagle drzwi gwałtownie się otworzyły, a ja zamknęłam swoje czerwone od płaczu oczy i czekałam na mój koniec.
-Rose.-usłyszałam znajomy głos. Natychmiast otworzyłam oczy, a przede mną ujrzałam wściekłego Justina.
-Justin.-szepnęłam bezsilnie. On natychmiast do mnie podszedł i rozwiązał po czym zdjął z siebie bluzkę i założył mi ją, gdyż byłam w samej bieliźnie. Przytuliłam się do niego i zaczęłam płakać.
-Shhh już dobrze...już nic ci nie grozi.-szepnął mi do ucha po czym podniósł mnie. Nie chciałam patrzeć na to miejsce, więc nie otwierałam oczu i cały czas byłam wtulona w Justina cicho łkając mocząc mu tym koszulkę. Poczułam jak wsadza mnie do samochodu nie puszczając mnie.
-Jedź szybko.-warknął do kogoś przytulając mnie mocniej do siebie...
*No one Pov*
Kiedy Rose i Justin znajdowali się już w domu, Evil zaniósł ją do swojego pokoju i zawołał Alice, aby się nią zajęła. Evil złapał gościa który chciał ją zgwałcić i ją porwał. Strzelił mu w nogę, chociaż powstrzymywał się od uduszenia go. Ale zranił mu nogę tylko po to, aby teraz go torturować. Nie daruje mu za to co zrobił. Teraz pozna gniew Evila...
Evil wchodząc do pomieszczenia w którym uwielbiał torturować swoje ofiary miał uśmiech na twarzy. Podszedł do przywiązanego do krzesła mężczyznę i wyciągnął nóż.
-Masz coś mi do powiedzenia?-spytał i dźgnął go nożem. On tylko splunął mu w twarz i jęknął. Evil wściekły do białej gorączki, nóż wbił mu w oko. Przerażony mężczyzna poczuł ogromny ból, który zadał mu Evil.
-A teraz?-spytał przez zaciśniętą szczękę, nie mogąc się doczekać kiedy sprawi mu większy ból.
-Wy-wy-wybacz.-powiedział prawie nie słyszalnie, na co Evil złapał za piłę elektryczną i jednym ruchem obciął mu nogę przez co krew zaczęła lać się strumieniami, a mężczyzna zaczął wyć w niebo głosy.
-Nie słyszałem.-uśmiechnął się, a w oczach miał chęć na więcej.
-Prze-cież nie zrobi-łęm jej krzy-wdy.-wyjąkał przerażony, na co Evil złapał za broń i strzelił mu w rękę na co usłyszał jego krzyk. Evil podszedł do niego z uśmiechem i odwiązał go po czym kazał mu opuścić pomieszczenie w ciągu 10 sekund.
-Jak ja mam to zrobić?-spytał obolały i cały we krwi.
-Jeden.-zaczął odliczać Evil na co mężczyzna zaczął się czołgać do wyjścia, a za sobą zostawiał ogromną ilość krwi. W pewnym momencie zatrzymał się i nie miał siły iść dalej, po czym odwrócił się do Evila, który skończył odliczanie i podszedł do niego celując pistoletem.
-Ostanie słowa?-spytał.
-Do zobaczenia w piekle.-jęknął, a po chwili po pomieszczeniu rozległ się huk. Chwilę potem Evil, jak gdyby nigdy nic wyszedł z pokoju i skierował się do swojego pokoju, gdzie był jego aniołek. Jednak przed wejściem przypomniał sobie, że jest cały we krwi...
*Rose's Pov*
-Spokojnie.-próbowała mnie uspokoić Alice jednak ja nie mogłam.
-Alice dlaczego mnie porwali?-wyszeptałam roztrzęsiona.
-Bo jesteś Evila.-szepnęła mi do ucha i przytuliła mocniej.
-Czy zrobią to jeszcze raz?-spytałam.
-Nie. Evil ich nie oszczędzi. Pewnie już nie żyją.-powiedziała patrząc się w jakiś punkt, a mnie przeszły nie miłe dreszcze na myśl że Evil kogoś zabija. Nawet jeśli mnie porwali myślę, że nie zasługują na śmierć.
-Gdzie jest Justin?-spytałam.
-Prawdopodobnie torturuje mężczyznę który cię prawie...-nie dokończyła, a ja się wzdrygnęłam na samą myśl o tym. Nagle drzwi od pokoju Justina się otworzyły, a w drzwiach stanął on i podszedł do mnie.
-Rose...jak się czujesz?-spytał z troską i kazał wyjść Alice. Justin przytulił mnie i pocałował w czoło.
-Jest dobrze.-wysiliłam się na uśmiech i wtuliłam się w niego. Po chwili poczułam ledwo wyczuwalny zapach krwi, od razu oderwałam się od Justina i spojrzałam na niego.
-Coś się stało?-zmarszczył brwi i złapał w pasie.
-Pachniesz...krwią.-szepnęłam i momentalnie zrobiło mi się nie dobrze, po czym przypomniałam sobie co mówiła mi Alice. "Pewnie już nie żyją".
-Zdaje ci się.-powiedział szybko i wstał po czym podszedł do szafki gdzie stały jego perfumy i popsikał się nimi. Wrócił do mnie i musnął mój policzek.
-A teraz?-spytał, a ja zbliżyłam się do niego i poczułam idealny zapach, który od razu pokochałam. Zamknęłam oczy i się uśmiechnęłam, a po chwili poczułam rozpalone usta Justina na moich. Po chwili odsunęłam się od niego i otworzyłam oczy, a Justin bacznie mi się przyglądał. Uśmiechnęłam się jeszcze bardziej i przysunęłam do niego, kładąc głowę na jego kolanach. Odwzajemnij uśmiech i złapał swoimi rękami moją głowę.
-Zostaniesz ze mną w pokoju.-powiedział stanowczo i palcem przejechał po moi policzku.
-Rano twoje rzeczy będą w tym pokoju.-dodał patrząc mi w oczy.
-Dlaczego?-spytałam niepewnie.
-Bo nie chcę żeby to się powtórzyło.-powiedział z troską w głosie i obawą.
-Nie mogę cię stracić.-wyszeptał cały czas patrząc mi w oczy.-Jesteś dla mnie wszystkim...-zbliżył swoje usta do moich i musnął je po czym zaczął pogłębiać pocałunek. Było mi z nim teraz tak dobrze. Chciałabym żeby ta chwila trwała wiecznie... Nagle poczułam jak Justin wsuwa swoje ręce pod moją bluzkę podnosząc ją w górę. Przyciągnął mnie do siebie, przez co teraz siedziałam na jego kolanach i otarłam się o jego krocze. Zaczęło brakować nam oddechu. Oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy w swoje oczy. Justin złapał mnie za tyłek i przysunął mnie jeszcze bliżej przez co znowu otarłam się o niego i usłyszałam jego jęk. Swoje ręce wplotłam w jego włosy i głośno oddychając pociągnęłam go lekko za końcówki.
-Kocham cię.-szepnął z niezwykłą czułością.
-Ja ciebie też.-odszepnęłam nie odrywając wzroku. Teraz byłam pewna, że chciałam żeby ze mną był. Chciałam żeby był w moim życiu. Justin popchnął mnie na łóżko i lekko przygniótł mnie, po czym z pożądaniem wpił się w moje usta. Po chwili polizał moją dolną wargę prosząc o dostęp, który chciałam mu dać, ale wiedziałam, że wtedy to wszystko zaszłoby za daleko. Delikatnie go od siebie odepchnęłam i usiadłam na krawędzi łóżka.
-Przepraszam.-szepnęłam, a po chwili przed oczami stanął mi mężczyzna, który jeszcze kilak godzin temu próbował mnie zgwałcić. Kilka łez spłynęło mi po policzku, które Justin po chwili wytarł i wtulił mnie w siebie.
-Myślisz o tym co się stało?-spytał cicho, a ja pokiwałam głową.
-Więc przestań i pomyśl o nas.-szepnął mi do ucha, sprawiając tym, że przeszło mnie miłe uczucie.
-O nas?-spytałam niepewnie.
-Tak.-uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło.-Chciałbym nazywać cię panią Bieber.-jękną, a moje policzki stały się czerwone.
-Justin...
-Tak księżniczko?-spytał uśmiechając się, a ja zrobiłam się jeszcze bardziej czerwona. Justin przejechał swoim nosem po mojej szyi, a ja odpłynęłam.
-Chciałabyś mieć dzieci?-spytał, a moje źrenice się rozszerzyły. Czy on pyta poważnie?
-Pytasz..serio?-wyjąkałam, a Justin z pełną powagą pokiwał głową.
-Nigdy nie myślałam o tym...-szepnęłam z gulą w gardle. Poczułam jak Justin łapie mnie za udo i jedzie coraz wyżej, na co przełknęłam ślinę, a po chwili usłyszałam chichot Justina.
-Rose..widzę jak na ciebie działam.-szepnął uśmiechając się i śmiejąc.
-Zamknij się Bieber.-warknęłam.
-Wiem, że podoba ci się to nazwisko, ale mogę cię zapewnić, że niedługo będzie również twoje.-mrugną do mnie, a ja zrobiłam się czerwona jak pomidor. Szybko położyłam ręce na twarz.
-Aww.-usłyszałam po chwili. Co się ze mną dzieje? Poczułam jak Justin zdejmuje ręce z mojej twarzy i całuje mój czerwony, rozgrzany policzek. Złapał mnie w pasie i mocno przyciągnął na swoje kolana.
-Uwielbiam kiedy jesteś blisko mnie...-szepnął mi do ucha i zaczął całować moją szyję...rozpłynęłam się.
____________________________________________________________
Napisałam :D przepraszam, że dodaje tak rzadko, ale naprawdę nie mam czasu, a teraz jeszcze ta wymiana z Włochami ahh... Wcześniej niż pod koniec października nie planuje dodawać rozdziału, ponieważ nie będzie mnie ;/ Mam nadzieję, że poczekacie i mnie nie opuści cie :) Kocham was :* <3 i dziękuję za komentarze ;)
niedziela, 7 września 2014
Rozdział 13 Po chwili przed oczami widziałam tylko ciemność.
*Rose's Pov*
-Tak.-szepnęłam cicho nie patrząc na niego. Nie wiem czemu tak nagle zaczęłam się go bać. Po prostu nie umiem tego wytłumaczyć.
-Rose..co zrobiłem źle?-spytał głosem przepełnionym smutkiem.
-Justin...nic nie zrobiłeś..jesteś cudowny..-powiedziałam patrząc mu w oczy.-My chyba nie jesteśmy dla siebie przeznaczeni.-powiedziałam cicho.
-Nie mów tak..kocham cię.-zaczęłam kręcić przecząco głową.
-Nie możesz mnie kochać.
-Kurwa Rose. Nie mów czegoś takiego!-uniósł się.-Ja cię kurwa kocham i nic nie możesz z tym zrobić! Będę o ciebie walczył choćby nie wiem co!-wrzasnął na mnie.
-Justin...znamy się krótko..
-Nie Rose..my się znamy od kilku lat.-powiedział, a ja otworzyłam szerzej oczy.
-Jak to?
-Byliśmy dziećmi kiedy się poznaliśmy...-uśmiechnął się smutno.-Już wtedy twoi rodzice mnie nienawidzili.-powiedział, a mnie zamurowało.-Nie pozwalali się nam widywać..a kiedy skończyłaś 15 lat..wiedziałem, że byłem w tobie zakochany.-szepnął spuszczając głowę.
-Justin.-mój głos zadrżał.-Powiedz mi więcej.-poprosiłam podchodząc do niego i łapiąc za rękę.
-Robiłem wtedy wszystko, aby móc się z tobą spotkać..jednak twoi rodzice mi zabraniali, aż...-przerwał, a jego mięśnie się napięły.
-Aż co?-spytałam marszcząc brwi.
-To nie jest ważne.-powiedział i przytulił mnie po czym pocałował w czubek głowy.
-Skoro to nie jest takie ważne powiedz.
-Rose...-jęknął.-Przestań się dopytywać...-powiedział niezadowolony i potarł swoje czoło. Obróciłam się do niego tyłem, a ręce skrzyżowałam na piersiach.
-Ohh to takie dojrzałe.-powiedział zirytowany.
-Justin dlaczego niczego mi nie mówisz?-spytałam odwracając się do niego ze smutnymi oczami.
-Znienawidziłabyś mnie.-szepnął i zacisnął szczękę.
-A może nie?! Skąd wiesz skoro mi nie chcesz powiedzieć?!-krzyknęłam.
-Zgoda!-wrzasnął.-Chcesz prawdy?! Twoi rodzice zginęli przeze mnie!-krzyknął i wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami. Nie mogłam w to uwierzyć. Po prostu nie mogłam, po chwili łzy zaczęły spływać mi strumieniami. Szybko wybiegłam z pokoju i zaczęłam szukać Justina. Znalazłam go siedzącego w swoim biurze na fotelu z głową w rękach. Powoli do niego podeszłam, a on podniósł głowę. Jego oczy były smutne, a jednocześnie wściekłe. Justin jednym duchem posadził mnie na swoich kolanach i mnie przytulił.
-Nie chciałem żeby wtedy zginęli Rose..nic nie mogłem zrobić.-szepnął, a swoją twarz umieścił na moim ramieniu. Delikatnie pogłaskałam go po plecach.
-Oni nie chcieli żebyś była ze mną..zginęli, abyś mogła uciec...-wychrypiał po czym spojrzał mi w oczy.
-Proszę..nie nienawidź mnie..-wtuliłam się w niego.
-Nie nienawidzę cię Justin...nie mogłabym.-szepnęłam nadal płacząc.-Opowiedz mi o tym..-szepnęłam bardzo cicho.
-Ścigałem twoich rodziców, bo chcieli ciebie wywieźć..chcieli mi cię zabrać...kiedy wjechali w ślepą uliczkę...uderzyli w nią z ogromną siłą..myślałem wtedy, że to już koniec..że już nigdy bym cię nie zobaczył...ale kiedy wyszedłem z samochodu zobaczyłem cię..leżałaś na ulicy poobijana..kazali ci wcześniej wyskoczyć z samochodu..byłaś nie przytomna, więc szybko zawiozłem cię do szpitala. Chciałem się tobą zaopiekować jednak złapali mnie..-powiedział i złapał moją rękę. Łzy nie przestawały spływać mi po policzkach. Justin otarł mi je i przytulił do swojego torsu.
-Shh..-próbował mnie uspokoić delikatnie kołysząc się ze mną i pocierając ręką moje plecy. Nie wiem ile tak siedzieliśmy, ale po pewnym czasie zasnęłam...
*No One Pov*
Justin nie powiedział jej jednak wszystkiego..najważniejszego. Kupił ją od jej ojca, kiedy upił go. Rose nie miała świadomości, że została sprzedana za 55 milionów dolarów przez własnego ojca w ręce najniebezpieczniejszej osoby w mafii. Jej rodzice próbowali ją tylko przed nim chronić. Nie chcieli, aby ich córka miała cokolwiek wspólnego z mafią. Jednak czy to była wina Justina? Przecież sam nie wybrał sobie takiego życia i czy przez to nie mógł być z jedyną osobą którą kocha? Justin kiedy jego księżniczka zasnęła zaniósł ją do swojego łóżka i położył się obok niej. Nie mógł przestać na nią patrzeć. Dla niego Rose była najpiękniejszą istotą na ziemi i chciał, aby miała wszystko co najlepsze. Po chwili telefon Justina zaczął dzwonić, więc z niechęcią go odebrał, gdyż chciał zostać ze swoim aniołkiem.
-Zadanie wykonane. Nie żyją.-po drugiej stronie Evil usłyszał męski głos przez, który natychmiast się uśmiechnął.
-Jeszcze dzisiaj pieniądze zostaną przelane na twoje konto.-powiedział szorstkim głosem i się rozłączył, kładąc się z powrotem obok Rose...
*Rose's Pov*
12 lipca 2014 rok
Powoli otworzyłam swoje jeszcze zaspane oczy i poczułam jak ktoś mocno mnie trzyma w talii. Spojrzałam w bok i ujrzałam cicho chrapiącego Justina. Zachichotałam i wyrwałam się z jego uścisku po czym delikatnie musnęłam jego usta, sprawiając tym, że poczułam jak łapie mnie i przyciąga do swojego ciała. Po chwili odsunęłam się do niego.-Dzień dobry.-uśmiechnęłam się do niego.
-Dzień dobry księżniczko.-odwzajemnił uśmiech i musnął moje usta jeszcze raz. Ja powoli wstałam i zaczęłam kierować do wyjścia.
-Dokąd idziesz?-spytał zaskoczony.
-Przebrać się.-uśmiechnęłam się i wyszłam. Poszłam do swojego pokoju po czym zrobiłam poranną toaletę, wykąpałam się i ubrałam. Kiedy miałam wyjść z łazienki usłyszałam jak ktoś wpada do mojego pokoju, a hałas jaki słyszałam przerażał mnie. Zaczęłam panicznie rozglądać się gdzie mogłabym się schować. Jednak kiedy chciałam się schować ktoś złapał mnie i zakrył usta szmatą. Zaczęłam się wyrywać, ale na marne. Po chwili przed oczami widziałam tylko ciemność. Nie miałam pojęcia co się dzieje, ale wiedziałam, że to nie skończy się dobrze...
***
Obudziłam się w małym ciemnym pomieszczeniu na starym materacu. Powoli się podniosłam i rozejrzałam. Moją uwagę zwróciły drzwi, które po chwili się otworzyły.
-Ooo widzę, że nasz śpioch się obudził.-zaśmiał się wrednie i podszedł do mnie po czym silnie złapał za rękę i zaczął mnie ciągnąć.
-Gdzie jestem? Co tu robię?-spytałam z paniką.
-Zaraz wszystkiego się dowiesz.-uśmiechnął się nie miło po czym popchnął mnie do jakiegoś pomieszczenia.
-Witaj kochanie.-uśmiechnął się jakiś mężczyzna.
-Kim jesteś?-spytałam niepewnie.
-Można powiedzieć, że starym przyjacielem Evila.-uśmiechnął się ironicznie i podszedł do mnie.
-Kurwa jesteś cholernie seksowna. Nic dziwnego, że trzyma cię pod kluczem.-podszedł jeszcze bliżej i złapał w pasie, uśmiechając się.
-W łóżku zapewne jesteś bardzo dobra.-szepnął mi do ucha, a mnie przeszły nie miłe deszcze. Teraz tak bardzo chciałam żeby był tu Justin...
*No One Pov*
Ludzie, którzy porwali Rose popełnili ogromny błąd. Evil jeszcze nigdy nie był tak wściekły i nie pragnął zabić. Nie mógł zrozumieć jakim cudem udało im się wejść na jego teren i zabrać mu jego własność. Jeszcze nikt nie ośmielił się tego zrobić. Evil mógł zapewnić to, że jeśli ich znajdzie śmierć będzie długa i bolesna...
__________________________________________________
Hej wam :) Trochę nie dodawałam rozdziału, ale nie miałam weny, a ten rozdział uważam, że nie należy do najlepszych ;/ Jeśli chcecie podsuńcie mi jakiś pomysł :*
czwartek, 28 sierpnia 2014
Rozdział 12 On i tak mnie znajdzie.
*Rose's Pov*
-Justin?-Tak księżniczko?-spojrzał na mnie po czym zmarszczył brwi kiedy odsunęłam się od niego.
-Czy kiedykolwiek mnie okłamałeś?-spytałam i spojrzałam mu w oczy.
-Rose..
-Po prostu mi odpowiedz.-przerwałam mu. Chciałam wiedzieć.
-Czasami lepiej było kłamać.-mruknął cicho i chciał złapać mnie za rękę, ale zabrałam ją.
-Czy ty...zabiłeś swoją rodzinę?-spytałam, a moje oczy się zaszkliły. Teraz się bałam. Naprawdę się bałam. Nie chciałam być blisko osoby, która nie oszczędziła nawet swojej rodziny.
-Słucham?-z trudem wydusił z siebie to słowo. Wiedziałam, że zaschło mu w gardle.
-Powiedz mi prawdę..-szepnęłam patrząc na swoje palce.
-Nie.-odpowiedział stanowczo.-Skąd to pytanie? Mówiłem ci przecież...-jego głos się zmienił, był normalny i pewny siebie. Powoli spojrzałam na niego, a w jego oczach zobaczyłam szczerość. Poczułam ogromną ulgę, ale dlaczego Luke powiedział, że Justin to zrobił? Może to tylko plotki, które krążyły po mieście? Nie czekając dłużej przytuliłam go, a on odwzajemnił uścisk.
-Przepraszam, że spytałam.-szepnęłam, a on złapał mnie mocniej i popchnął mnie na łóżko przez co leżałam pod nim. Uśmiechnęłam się co on od razu odwzajemnił. Delikatnie musnął moje usta po czym umieścił swoją głowę na mojej szyli. Zaczął przygryzać i ssać moją skórę w jednym miejscu na co jęknęłam i złapałam za końcówki jego włosów.
-Justin.-jęknęłam ciągnąc go za włosy. Kiedy skończył podniósł się i spojrzał dumnie na to miejsce. Dotknęłam tego miejsca, które zabolało, wstałam z łóżka i podeszłam do lustra. Na mojej szyi znajdowała się malinka. Nagle poczułam jak Justin obejmuje mnie w talii i przytula do siebie. Spojrzał na mnie w lustro i pocałował w policzek.
-Jesteś idealna.-powiedział na co się odwróciła do niego przodem.
-Nikt nie jest idealny.-odpowiedziałam.
-Ale ty dla mnie jesteś.-szepnął po czym złączył nasze usta. Justin zjechał swoimi rękami na moje pośladki po czym je ścisnął na co jęknęłam mu w usta dając mu dostęp. Po chwili nasze języki zaczęły toczyć walkę. Justin jeszcze mocniej przycisnął mnie do siebie tak, że teraz nawet kartka papieru nie zmieściłaby się pomiędzy nami. Podniósł mnie, a ja oplotłam swoje nogi w okół jego bioder. Oderwaliśmy się od siebie kiedy zaczęło brakować nam powietrza. Swoimi palcami delikatnie przejechałam po policzku Justina, który cały czas patrzył mi w oczy.
-Kocham cię.-powiedział to. Powiedział to czego najbardziej obawiałam się od niego usłyszeć. Nadal nie byłam pewna co do niego czuję. Nie wiem czy mogłam szczerze powiedzieć, że go kocham, jednak wiedziałam, że coś do niego czuję, tylko co?
-Rose...-szepnął nie spuszczając wzroku.-Czy ty mnie kochasz?-spytał nie przerywając kontaktu wzrokowego. Nie odpowiadałam. Nie wiedziałam co.
-Rose..proszę..-odezwał się błagalnie, mocniej mnie łapiąc.
-Ja..nie wiem.-powiedziałam wyrywając się mu i uciekając z pokoju. Niby co miałam mu powiedzieć? "Nie, nie kocham cię, ale chyba się w tobie zakochuje?" To by było bez sensu. Jestem żałosna. Co on teraz może o mnie myśleć? Wyznał mi, że mnie kocha, a ja jak idiotka uciekłam.
Rose do cholery co ty wyprawiasz? Natychmiast wróć do niego!-odezwała się moja podświadomość.
Nie mogę przecież!
Jasne, że możesz tylko się boisz.
Tak boję się i nie mam zamiaru ciebie słuchać.
Raczej siebie.
Ahh..nie wrócę do niego. Zatrzymałam się kiedy natrafiłam na ścianę. Nie widziałam co teraz zrobić. Po chwili usłyszałam kroki. Kurwa. Zaczęłam się rozglądać gdzie mogę się schować kiedy zobaczyłam uchylone okno. Postanowiłam przez nie wyjść. Kiedy udało mi się przez nie wyjść to był cud, bo przecież wszędzie stali ochroniarze, były kamery i alarmy. Wylądowałam oczywiście na koszu na śmieci. Ohyda.. Rozejrzałam się dookoła i zaczęłam wspinać się po ogrodzeniu, które dosłownie zaczęło piszczeć. Cholera. Alarm. Błyskawicznie z niego zeskoczyłam i zaczęłam biec. Nie wiedziałam dokąd po prostu biegłam. Kurwa nagrabiłam sobie...
Kiedy złapała mnie kolka oparłam się o drzewo i zsunęłam się po nim. Wzięłam głęboki wdech i spojrzałam przed siebie. Przede mną znajdowała się droga. Westchnęłam patrząc na siebie. Nadal byłam w piżamie. Po prostu świetnie. Wstałam z miejsca i zaczęłam iść drogą, jednak po chwili skręciłam w las, ponieważ jeśli będą mnie szukali to na drodze znajdą mnie szybciej... Szłam już tak przez 20 minut kiedy nie doszłam do jakiegoś ogrodzenia. Brawo droga bez wyjścia. Chciałam zawrócić, ale usłyszałam głos..Devon. Tak to była na pewno ona. Rozmawiała z kimś przez chwilę. Postanowiłam zaryzykować i krzyknąć do niej.
-Devon!
-Kto tu jest?-spytała zaskoczona.
-To ja Rose.-odpowiedziałam.
-Rose?!-krzyknęłam z radością.-Gdzie jesteś?
-Za tym białym ogrodzeniem.
-Co? Dlaczego?
-Uciekłam...-urwałam.
-Spróbuj wspiąć się po drzewie i przejść do mnie. Podstawię drabinę!-krzyknęła, a po 10 minutach i kilku próbach przejścia znajdowałam się u niej w pokoju. Wytłumaczyłam jej, że nikt nie może mnie zobaczyć dlatego zaprowadziła mnie tu. Jej pokój wydawał się być znajomy.
-A więc...czemu uciekłaś?-spytała zaciekawiona, a jednocześnie podniecona. Zarumieniłam się, ale jej chyba mogę zaufać. Prawda?
-Tylko nikomu nie mów..ok?
-Jasne, że nie powiem.-uśmiechnęła się zachęcająco.
-Wiec...Justin powiedział, że mnie kocha, dlatego spanikowałam i mu uciekłam.-powiedziałam szybko na jednym wdechu, a oczy Devon gwałtownie się rozszerzyły.
-Co on powiedział?!-krzyknęła dlatego szybko zakryłam jej usta, aby nikt nie usłyszał.
-Devon..proszę cię..nikomu nie mów, że tu jestem.-szepnęłam.-Nie chciałam was w to mieszać.-westchnęłam.
-Spokojnie. Nigdy nie wygadałam twoich sekretów.-uśmiechnęła się co odwzajemniłam.
-Hymm..pożyczyć ci jakieś ciuchy?-spytała patrząc na mnie.
-Jeśli możesz.-zachichotałam. Devon odwróciła się i podeszła do szafy, a po chwili rzuciła mi ubrania.
-To są twoje rzeczy, które u mnie zostawiłaś.-uśmiechnęła się blado. Podziękowałam i poszłam do łazienki się wykąpać i ubrać, kiedy z niej wyszłam poczułam zapach tostów.
-Pewnie nie zdążyłaś zjeść śniadania co?-uśmiechnęła się.
-O wszystkim pomyślałaś.-zaśmiałam się i złapała za tosta, ponieważ byłam strasznie głodna.
-Czy on cię tam głodzi?-spytała z troską.
-Wręcz przeciwnie.-zachichotałam i złapałam za drugiego.-Po prostu nie jadłam śniadania i biegłam, wiesz mam prawo być głodna.-uśmiechnęłam się, a ona zachichotałam po czym zadała kolejne pytanie.
-Jak cię traktuje?
-Jest naprawdę miły i przyjazny.-westchnęłam.-Powinnam chyba wrócić.-wyszeptałam bojąc się o to co może mi zrobić. Przełknęłam ślinę i spojrzałam na swoje palce.
-Rose..wszystko w porządku?-zapytała zmartwiona, a po moim policzku spłynęło kilka łez.
-Boję się Devon.-szepnęłam, a ona mnie przytuliła.
-Jeśli chcesz możesz tu zostać.
-On i tak mnie znajdzie.-wiedziałam, że Devon chciała coś jeszcze powiedzieć, ale drzwi od jej pokoju zostały wyważone. Bałam się spojrzeć. Wtuliłam się w Devon bardziej, a moje ciało zaczęło się trząść ze strachu. Nie mogłam tego zatrzymać. Bardzo się bała. Bałam się, że teraz mnie pobije, lub po prostu zabije. Po chwili poczułam jak ktoś delikatnie głaszczę mnie po głowie.
-Nie bój się Rose..nie skrzywdzę cię.-szepnął kojącym głosem. To był oczywiście Justin. Powoli podniosłam swoją głowę i zobaczyła Justina patrzącego na mnie swoimi czekoladowymi tęczówkami.
-Przepraszam.-szepnęłam cicho, a on wyrwał mnie z uścisku Devon i wziął mnie na ręce chcąc mnie przytulić.
-Spokojnie.-szepnął uspokajającym głosem.-Wracamy do domu.-dodał i wyniósł mnie z jej domu nie dając mi szansy się pożegnać z Devon, jednak przed wyjściem z jej pokoju uśmiechnęłam się do niej lekko co odwzajemniła jednak wiedziałam, że jej oczy nadal były zmartwione...
Po kilku minutach znajdowaliśmy się w domu Justin'a. Przez całą drogę nie odzywałam się i byłam cicho bojąc się nawet oddychać. Kiedy weszliśmy do jego pokoju, zamknął drzwi na klucz i podszedł do mnie.
-Skarbie..nie uciekaj więcej..bo następnym razem już nie będę wyrozumiały.-warknął na co się wzdrygnęłam. Justin złapał mnie w talii i mocno przyciągnął do siebie tak, że teraz siedziałam na jego kolanach. Jak mówiłam bałam się oddychać, dlatego wstrzymywała oddech na co Justin zachichotał.
-Kochanie możesz oddychać.-wypuściłam powietrze. Kiedy Justin podniósł rękę do góry ja momentalnie zamknęłam oczy, a moje tęczówki się zaszkliły. Po chwili jednak zamiast mocnego uderzenia poczułam jego opuszki palców jeżdżące po moim policzku. Otworzyłam oczy i ujrzałam jego smutny wzrok.
-Boisz się mnie?-spytał nagle. Nie odpowiedziałam mu.
-Zapytałem o coś.-warknął, a ja się wzdrygnęłam. Doskonale wiedziałam, że jego cierpliwość się kończy, jednak wolałam żeby mnie pobił niż przyznać się mu. Kiedy nadal mu nie odpowiadałam on zacisnął swoje palce na mojej talii sprawiając mi ból jednak próbowałam go wytrzymać i nie pokazywać tego. Po chwili nie wytrzymałam i dotknęłam jego rąk.
-Proszę puść mnie. To boli.-szepnęłam, a on momentalnie mnie puścił, a po chwili podwinął moją bluzkę. Spojrzałam na moje boki. Miałam odciśnięte jego palce. Ahh będzie ślad. Poczułam jak swoją dłonią delikatnie zaczyna masować te miejsca.
-Wybacz.-szepnął przysuwając mnie bliżej.-Rose..po prostu mi odpowiedz..Czy się mnie boisz?
____________________________________________________
Hej i jak? Co myślicie :) Zastanawiam się nad zmianą głównej bohaterki, żeby zamiast Lily grała ją Ariana Grande. Jak myślicie? Zmienić ją na Ari? Główna bohaterka jest bardzo delikatna i wrażliwa. Wydaję mi się, że ona bardziej by pasowała. A może Lily ma zostać? :D Czekam na wasze zdanie :) Pewnie też zauważyliście, że szablon jest inny xD niestety wstawiając zdjęcie, które jest teraz w zakładce informowanych chciałam je trochę przesunąć i wszystko na sb weszło ;/ nie miałam kopii tamtego szablonu i musiałam wstawić nowy żeby wszystko naprawić ;p jeśli zmienię bohaterkę oczywiście wstawię inny, a jeśli Lily zostanie poszukam jakiegoś innego:)
czwartek, 21 sierpnia 2014
Rozdział 11 Tak byliśmy razem.
9 lipca 2014 rok
*Rose's Pov*
-Nie zrobisz tego!-krzyknęłam do Justina, który właśnie chciał wskoczyć ze mną do basenu.
-Nie zrobię?-zmarszczył brwi.-A co z tego będę miał?-zapytał tajemniczo uśmiechając się do mnie.
-Moją wdzięczność?-spytałam z nadzieją, ale Justin chwilę później wskoczył do basenu, a ja zaczęłam piszczeć, bo woda była lodowata. Nagle poczułam jak coś ciągnie mnie pod wodę, po chwili otworzyłam oczy, a przed sobą zobaczyłam uśmiechniętego Justina. Zbliżył się do mnie i pocałował mnie. Po chwili zaczęło brakować mi tlenu dlatego oderwałam się od niego i wypłynęłam na powierzchnię. Chwilę później Justin wypłynął obok mnie.
-Jesteś idiotą!-powiedziałam trzęsąc się z zimna. On przytulił mnie i pocałował w policzek.
-Kochanie wcale tak nie myślisz.-powiedział, a ja wyrwałam się mu i wyszłam z wody. Zaczęłam trząść się z zimna. Justin również wyszedł z wody i owinął mnie ręcznikiem po czym mnie przytulił od tyłu.
-Nie bądź zła.-mruknął mi do ucha. Westchnęłam i zaczęłam iść w stronę domu. Musiałam się przebrać przez tego palanta. Weszłam do swojego pokoju i od razu zdjęłam z siebie mokre ubrania po czym przebrałam się w suche, później poszłam do łazienki poszłam wysuszyć włosy, a kiedy z niej wyszłam na moim łóżku zobaczyłam Justina z dwoma kubkami jak przypuszczam czekolady w rękach. Poklepał miejsce obok siebie, a ja podeszłam do niego i usiadłam na miejsce. Podał mi kubek, a ja od razu wzięłam łyka.
-Mmm.-zamruczałam, a po chwili poczułam jak ciepłe usta Justina zaczynają całować mój kark, wcześniej odgarniając moje włosy na bok.
-Justin..-jęknęłam i lekko się od niego odsunęłam po czym odwróciłam w jego stronę, a on natychmiast wpił się w moje usta. Na początku nie oddawałam pocałunku, ale po chwili zaczęłam ruszać ustami. Powoli odsunęłam się od niego i spojrzałam w jego piękne czekoladowe tęczówki.
-Czy nadal jesteś zła?-spytał nie tracąc kontaktu wzrokowego.
-Nie jestem zła.-uśmiechnęłam się do niego, po czym wzięłam swoją czekoladę i zaczęłam ją pić...
*No one Pov*
Evil i Rose dogadywali się świetnie. Cały czas śmiali się i rozmawiali. Evilowi uśmiech nie schodził z twarzy patrząc na swoją księżniczkę. Niestety długo nie mogli rozmawiać razem, bo przerwał im jakiś mężczyzna wchodząc do pokoju bez pukania.
-Za godzinę wyjeżdżamy.-powiedział i wyszedł. Rose spojrzała zaskoczona na Evila.
-Wyjeżdżasz? Gdzie?-spytała.
-Tak, ale to tylko 3 dni, wrócę zanim się obejrzysz.-uśmiechnął się do niej i dał całusa w policzek wstając z łóżka.
-Po co?
-Interesy.-odpowiedział i złapał Rose za rękę, po czym przyciągnął ją do siebie.-Do zobaczenia księżniczko.-powiedział i wpił się w jej idealne usta.
-Do zobaczenia Juss.-uśmiechnęła się i przytuliła go. On po chwili wyszedł z pokoju zostawiając ją samą...
Evil wyjeżdżał, bo musiał rozliczyć się z jednym gościem, który nie miał kasy, a to oznaczało śmierć. Uwielbiał patrzeć im w oczy przed śmiercią. Kochał słyszeć ich błagania. Lubił zadawać ból i cierpienie jednak swojego aniołka nigdy by nie skrzywdził, a jeśli ktoś by to zrobił, śmierć tej osoby byłaby długa i bolesna. Kiedy nie ma jej obok niego, on staje się zupełnie inną osobą. Zupełnie pozbawioną uczuć. Rose trzyma w zamknięciu, aby nie stała się jej żadna krzywda. Nie zniósł by jej cierpienia. Kazał swoim najlepszym ludziom obserwować ją 24 godziny na dobę... Po wyjściu z samochodu, którym jechali przez 3 godziny nie czekając dłużej wyważył drzwi od domu i wszedł. W kącie zobaczył przerażonego chłopaka z nożem. Uśmiechnął się ironicznie i podszedł do chłopaka, który trząsł się ze strachu i doskonale wiedział co go czeka....
10 lipca 2014 rok
*Rose's Pov*
Wczorajszy dzień miną w miarę szybko, ale dzisiaj zaraz zanudzę się na śmierć. Gdzie jest do cholery Alice?! Miała tu być pół godziny temu. Westchnęłam i chciałam położyć się na łóżku, ale nagle drzwi gwałtownie się otworzyła. Moje źrenice momentalnie się rozszerzyły. W drzwiach stała Alice z...Lukiem. Natychmiast wstałam i podbiegłam do niego rzucając mu się na szyję, a w tym czasie Alice zamknęła drzwi na klucz.
-Co tu robisz?-spytałam uśmiechając się.
-Nie dał by mi spokoju gdybym go tu nie przyprowadziła.-powiedziała żartobliwie Alice.
-Rose musisz stąd uciekać..-chciałam coś mu odpowiedzieć, ale Alice mnie uprzedziła.
-Zaraz nie taka była umowa.-warknęła.
-Zgadza się, ale nie może tu zostać.-odpowiedział jej nie miło. Luke chciał mnie pociągnąć w stronę wyjścia, ale ja się zatrzymałam.
-Nie mogę stąd uciec...-szepnęłam spuszczając głowę.
-Dlaczego nie?-spytał zaskoczony.-Wiesz w ogóle kim jest Evil?! I co on może ci zrobić?!-krzyknął.
-Wiem. Właśnie dlatego nie mogę stąd odejść..zabił by cię.-szepnęłam.
-A ty..
-Jej nic nie zrobi.-wtrąciła Alice.
-Jak to?
-Kocha ją.-na jej słowa Luke zaśmiał się.
-On nikogo nie kocha, nie ma serca. Nawet nie miał litości dla swojej rodziny...
-Nie zabił ich!-zaprotestowałam.
-Nie zabił?-uśmiechnął się ironicznie.-Tak ci powiedział?-jego uśmiech się powiększył.-A widziałaś zdjęcia w gazetach? On zamordował całą swoją rodzinę. Nie wsadzili go do więzienia, bo nie mogli mu tego udowodnić. Powinni go nie wypuszczać na wolność ! On jest niebezpieczny!-krzyknął.-Czy ty naprawdę tego nie widzisz? Jesteś, aż taka głupia żeby mu wierzyć?-spytał, a ja oniemiałam, nie mogłam wydusić ani jednego słowa. To był dla mnie ogromny szok. Spojrzałam na niego po czym się do niego przytuliłam.
-Chodź ze mną.-wyszeptał mi do ucha.
-Nie mogę.-odsunęłam się od niego i zaczęłam kiwać przecząco głową.-Nie chcę żeby niewinni ludzie ginęli z mojego powodu.-kilka łez spłynęło mi po policzku. Luke chciał już wyjść, ale zatrzymałam go.
-Luke?-odezwałam się po czym usiadłam na dywanie i oparłam się o łóżko.
-Tak?
-Czy mógłbyś opowiedzieć mi o przeszłości?-spytałam lekko się uśmiechając co odwzajemnił i podszedł do mnie i usiadł obok mnie.
-Macie 2 godziny. Zanim ochroniarze nie skapnął się, że jest coś nie tak.-Alice mrugnęła do nas i wyszła.
-A więc co chcesz wiedzieć?
-Wszystko. Od tego jak się poznaliśmy, aż do wypadku.-Luke pokiwał głową i zaczął mówić.
-Poznaliśmy się dzięki Devon, ona była twoją przyjaciółką, a ja jej kuzynem. Znaliśmy się od dziecka, kiedy mieliśmy po 6 lat. Kiedy skończyliśmy 10 lat do miasta wprowadziła się Emily,a rok później Maya. Byliśmy wtedy udaną paczką Ja, Devon, Maya, Emily i ty.-Luke uśmiechnął się na myśl o tym wspomnieniu.-Kiedy zniknęłaś tak nagle z dnia na dzień...pogodziliśmy się z myślą, że cię nie ma dopiero rok temu, a teraz tu jesteś i żyjesz.-powiedział, a łza spłynęła mu po policzku.-Rose wiem, że tego nie pamiętasz, ale ja nadal cię kocham.-kiedy to powiedział zadrżałam.
-Czy my byliśmy...
-Tak byliśmy razem.-uśmiechnął się pod nosem i zaczął zbliżać swoją twarz do mojej. Chciał mnie pocałować jednak ja nie mogłam, odsunęłam się.
-Przepraszam, ale nie mogę.-spuściłam głowę i wstałam, chciał już coś powiedzieć, ale do pokoju szybko wbiegła Alice.
-Luke musimy iść! Teraz!-krzyknęła przestraszona.
-Co się stało?-spytałam.
-Zaczynają coś podejrzewać.-odpowiedziała wyciągając Luka z pokoju. Nie zdążyliśmy się pożegnać. Westchnęłam i postanowiłam wyjść na zewnątrz...
11 lipca 2014 rok
Poczułam jak coś ciepłego mnie obejmuję, uśmiechnęłam się i powoli otworzyłam swoje zaspane oczy. Obok siebie zobaczyłam przytulającego mnie Justina.
-Dzień dobry.-uśmiechnęłam się co odwzajemnił i pogłaskał mnie po policzku.
-Tęskniłaś?-spytał muskając moje usta. Zachichotałam i wstałam do pozycji siedzącej.
-Miałeś wrócić wieczorem.
-Tak, ale załatwiłem to szybciej. Wiesz jeśli nie chcesz mnie widzieć...-chciał wstać z łóżka, ale ja go złapałam za rękę.
-Wolę żebyś został.-uśmiechnęłam się, a Justin mnie przytulił...Chciałam mu powiedzieć, że tęskniłam, ale właśnie teraz przypomniało mi się co powiedział Luke...
_____________________________________________________________________
Nowi bohaterzy :) Jak myślicie Luke wtedy kłamał, aby Rose uciekła czy może to Justin kłamał? ;)
piątek, 15 sierpnia 2014
Rozdział 10 I tak już zbyt dużo ci powiedziałem.
Rozdział jest dedykowany @kocham_biebsa <3 Dziękuję, że jesteś <3
8 lipca 2014 rok
*Rose's Pov*
Minęło 3 dni. Nie mogłam przestać myśleć dlaczego to zrobił, przecież obiecał mi, że nie stanie im się krzywda. Nie chce nawet myśleć co mogło się stać, gdybym nie poszła za nimi. Nie chciałam go teraz widzieć. Nie byłam wstanie spojrzeć mu teraz w oczy. Nie chciałam żeby zbliżał się do mnie. Nienawidziłam go...
Stałam oparta o szafkę ze spuszczoną głową. Nie wychodziłam przez ten czas z pokoju. Nie jadłam. Nie miałam ochoty na to, ani nie chciałam spotkać Justina. Nagle usłyszałam odgłos otwierających się drzwi. Nawet nie drgnęłam. Bałam się, że to może być on. Po chwili poczułam jak ktoś przytula mnie do siebie i łapie w sposób, abym nie mogła się wyrwać. To był oczywiście Evil. Nie chciałam, żeby teraz tu był. Ja nie chciałam tu być. Bezsilnie próbowałam się wyrwać, jednak na marne.
-Rose..proszę..daj mi szanse.-błagał. Przypominając sobie sytuacje sprzed 3 dni, kilka łez spłynęło mi po policzku. Nie mogłam mu tak po prostu wybaczyć. On chciał zabić Luka.
-Nie rób mi tego. Odezwij się. Twoje milczenie mnie zabija.-wyszeptał słabym głosem. Powoli spojrzałam na niego. Wyglądał jakby w ogóle nie spał. Miał wory pod oczami i włosy w nieładzie.
-Nie myślałem jasno. Przepraszam.-nie chciałam jego przeprosin, chciałam żeby odszedł. Ja chciałam odejść. Zaczęłam się znów wyrywać, ale Justin tylko złapał mnie mocniej.
-Rose..proszę..zrobię wszystko tylko mi wybacz.-to mogła być szansa dowiedzieć się prawdy.
-Justin. Opowiedz mi o tamtej nocy.-szepnęłam. Justin przełknął ślinę.
-Rose..
-Powiedz mi.
-Twoi rodzice zginęli, bo chcieli cię chronić.-powiedział, a jego mięśnie się napięły.
-Jak to chronić? Przed czym?-zapytałam.
-Przede mną.-odpowiedział i mnie puścił. Moje oczy momentalnie się rozszerzyły.
-Ale..
-Nie ma żadnego ale Rose...
-Dlaczego..-nie pozwolił mi dokończyć.
-I tak już zbyt dużo ci powiedziałem.-powiedział patrząc na mnie ze smutnymi oczami. Delikatnie dotknął mojego policzka i wytarł łzę, która spływała po moim policzku. Ja po prostu go przytuliłam. Potrzebowałam teraz tego. Chciałam bliskości drugiej osoby. Justin szybko wtulił mnie w siebie.
-Ej mała nie płacz. Będzie dobrze.-szepnął i pocałował czubek mojej głowy przez co rozkleiłam się jeszcze bardziej, ale szybko się pozbierałam i wytarłam łzy. Lekko uśmiechnęłam się do Justina po czym zbliżyłam się do niego i pocałowałam go w policzek. On uśmiechnął się i wpił się w moje usta na co zachichotałam.
-Wybacz. Nie mogłem się oprzeć.-powiedział i kontynuował pocałunek. Po chwili polizał moją dolną wargę prosząc o dostęp, który z przyjemnością mu dałam, a chwilę później nasze języki walczyły o dominację. Delikatnie wsadził swoje ręce pod moją koszulkę, kiedy nagle drzwi od pokoju się otworzyły. Momentalnie się od niego odsunęłam i spojrzałam na drzwi w których stała z podbitym okiem Alice.
-Alice!-krzyknęłam przestraszona widząc jej oko.-Co ci się stało?-szybko do niej podeszłam.
-Właśnie co ci się stało?-spytał Justin złośliwie uśmiechając się do niej.
-Stanęłam na grabie i mnie uderzyły.-wytłumaczyła szybko i wyszła nie czekając na moją reakcje. To było dziwne. Zupełnie jakby czegoś się przestraszyła. Czy ona bała się Justina. Po chwili poczułam jak jego ręce oplatają mnie w tali, a jego usta całują mój kark.
-Jesteś głodna?-spytał nagle.-Wiem, że niczego nie jadłaś więc nawet nie zaprzeczaj.-dodał szybko.-Zamówię pizze.-uśmiechnął się i wyszedł z pokoju zostawiając mnie samą z pytaniami. Dobrze wiem, że Alice kłamie, ale dlaczego? Kto jej to zrobił? Westchnęłam i podeszłam do łóżka po czym na nim usiadłam. Rozejrzałam się po swoim pokoju, a mój wzrok przykuło wielkie okno przed którym stało dwóch odwróconych tyłem ochroniarzy. Zawsze tam byli. Evil ma bzika na punkcie bezpieczeństwa. Niby wiem, że oni mnie nie widzą, bo okno jest przyciemniane od tamtej strony, ale czuję się niekomfortowo. Po co ich tu postawili skoro i tak okno ma wbudowany alarm? Czuje się tu jak więzień. Te zamknięte pomieszczenia, ogromna ilość ochroniarzy i te alarmy. Musi mieć dużo wrogów, albo chce mieć pewność, że nie ucieknę. Może być to i to. Po chwili do pokoju wszedł Justin.
-Będzie za 20 minut.-uśmiechnął się i podszedł do mnie po czym usiadł obok mnie. Spojrzałam na jego zmęczone oczy.
-Nie jesteś zmęczony?-spytałam troskliwie.
-Nie.
-Spałeś w ogóle?-zapytałam przysuwając się do niego.
-Nie mogłem zasnąć przez to wszystko, poza tym..miałem pracę.-odpowiedział.
-Pracę?-podniosłam jedną brew do góry.
-Tak, pracę.
-Ohh jaką?
-Nie musisz wiedzieć.-westchnął i przyciągnął mnie do siebie tak, że głową leżałam na jego udach.
-Dlaczego nie?-dalej drążyłam temat.
-Nie odpuścisz, prawda?-pokiwałam przecząco głową.
-Musiałem załatwić kilka spraw, jak tylko wróciłem poszedłem do ciebie.-powiedział gładząc palcami mój policzek.
-Ile cię nie było?
-Dwa dni. Nie chciałem wyjeżdżać, ale nie wszystko poszło po mojej myśli, a kiedy przed wyjazdem chciałem z tobą porozmawiać nie chciałaś otworzyć drzwi. Co robiłaś przez ten czas?
-Siedziałam w pokoju.
-Tak bardzo nie chciałaś mnie widzieć?-spytał ze smutkiem w głosie.
-Justin...ja..-przerwał mi.
-Rozumiem.-po chwili rozległo się pukanie do drzwi, wstałam z nóg Justina i chciałam otworzyć, ale mnie uprzedził. Za drzwiami stał wyraźnie przestraszony chłopak z pizzą, a za nim dwóch ochroniarzy, którzy jak przypuszczam przyprowadzili go tu. Justin zapłacił mu i kazał go odprowadzić. Usiadł na łóżku i otworzył pudełko z pizzą, po czym wziął kawałem, a ja nadal stałam i patrzyłam się na niego.
-Co?-spytał z kawałkiem pizze w ustach, na co zachichotałam.
-Jesz jak świnia.-wstał i podszedł do mnie po czym przycisnął mnie do ściany.
-Jak mnie nazwałaś?-zapytał powstrzymując śmiech, aby brzmieć poważnie, a ja chciałam go za takiego brać, ale nie mogłam ponieważ miał sos na twarzy. Po chwili wybuchłam śmiechem.
-Jesteś cały w sosie.-powiedziałam nadal się śmiejąc i chciałam mu to zetrzeć, ale złapał mnie za rękę i musnął moje usta. Uśmiechnęłam się i już wiedziałam o co mu chodzi. Zaczęłam całować go w tych miejscach gdzie miał sos przy okazji usuwając mu go z twarzy.
-No i już jesteś czysty.-uśmiechnęłam się, a on złapał mnie za rękę i pociągnął na łóżko. Wzięłam kawałek pizzy i zaczęłam go powoli jeść, a kiedy skończyłam Justin już łapał się za 4 kawałek. Zachichotałam.
-Widzę, że dawno nie jadłeś.
-Jestem mężczyzną. Musze dużo jeść.-uśmiechnął się i zaczął jeść...Po skończeniu położyliśmy się na łóżku przytulając się do siebie. Spojrzałam na okno. Ochroniarze nadal tam stali.
-Na co patrzysz?-spytał.
-Na nic.-powiedziałam i spojrzałam na niego.
-Chodzi o ochroniarzy?-niepewnie pokiwałam głową.
-To dla twojego bezpieczeństwa.-powiedział i pocałował mnie w czoło.
-Nie myśl o nich.
-Dobrze.-lekko się uśmiechnęłam.
-Powinieneś pójść spać. Wyglądasz na zmęczonego i na pewno taki jesteś.-powiedziałam głaszcząc go po policzku.
-Masz rację, ale pójdę spać o ile będę mógł tu zostać.-uśmiechnął się co odwzajemniłam i pocałowałam go w policzek. Justin wstał z łóżka i podszedł do drzwi po czym zamknął je na klucz. Podszedł do łóżka i ściągnął z siebie ubrania zostając w bokserkach. Wszedł pod kołdrę i spojrzał na mnie.
-Dołączysz do mnie?-uśmiechnął się, a ja również się rozebrałam zostając w samej bieliźnie i weszłam pod kołdrę tuląc się do Justina. Pocałował mnie w czoło i objął po czym wyciągnął rękę do wyłącznika światła i je zgasił.
-Śpij dobrze.-szepnął mi do ucha i pocałował w policzek...
***
Nagle poczułam jak coś łaskocze mnie w szyje i lekko mnie przygniata. Powoli otworzyłam oczy i nad sobą zobaczyłam całującego mnie w szyję Justina.
-Dzień dobry śpiochu.-uśmiechnął się i musnął moje usta. Ja powoli wstałam do pozycji siedzącej.
-Która godzina?-spytałam, ale Justin nie odpowiedział, bo cały czas patrzył na mój biust. Chwila co. Spojrzałam w dół i dopiero przypomniałam sobie, że byłam w samej bieliźnie. Szybko okryłam się kołdrą, a na moich policzkach pojawiły się czerwone wypieki. Justin jęknął niezadowolony i próbował wyrwać mi kołdrę.
-Przestań.
-Kochanie nie musimy się siebie wstydzić.-powiedział i przysunął się blisko mnie.-Jesteś urocza.-zaśmiał się, a ja stałam się jeszcze bardziej czerwona. Nagle kiedy zupełnie się tego nie spodziewałam Justin popchnął mnie na łóżko, a sam usiadł na mnie ściągając przy okazji kołdrę. Uśmiechnął się znacząco, a swoje usta umieścił na moim brzuchu zaczynając go całować po czym całował mnie coraz wyżej nie omijając żadnej części mojego ciała. Kiedy był przy ustach najpierw pocałował moje kąciki co sprawiło, że chciałam pocałować go jeszcze bardziej. W końcu wpił się w moje usta, a swoje ręce umieścił na moich pośladkach ściskając je na co jęknęłam. Teraz pragnęłam, aby był tu. Chciałam aby to zrobił jednak wiedziałam, że nie mogę na to pozwolić. Nie byłam gotowa. Powoli zaczęłam go odpychać od siebie, ale Justin zaczął napierać jeszcze bardziej i dotykać mnie w różnych miejscach co sprawiło, że pragnęłam tego.
-Justin...-jęknęłam mu w usta, a wtedy spojrzał na mnie. Korzystając z okazji odepchnęłam go od siebie i szybko zakryłam się kołdrą. Jeszcze nie byłam pewna co tak naprawdę do niego czuję, a swój pierwszy raz chce przeżyć z prawdziwej miłości.
-Rose...-szepnął i dotknął mojego policzka po czym podniósł moją głowę, abym na niego spojrzała.
-Nie musimy się spieszyć. Poczekam na ciebie.-powiedział uśmiechając się do mnie. Przysunęłam się do niego i go przytuliłam. Cieszyłam się, że mnie nie zmusza. Pragnęłam tego, ale musiałam się dowiedzieć co tak naprawdę do niego czuję...
_______________________________________________________
Postanowiłam kontynuować pisanie :) Bardzo wam dziękuje za te miłe słowa, które zmotywowały mnie do dalszego pisania ;) Macie racje to tylko jeden komentarz , po co mam się przejmować i zostawiać was z takiego beznadziejnego powodu? :> kocham was <3 boże nawet nie wiecie jak bardzo mi miło kiedy czytam wasze komentarze jesteście naprawdę wspaniali i kochani <3 Popłakałam się czytając je :') Naprawdę bardzo bardzo wam dziękuje <333 Rozdział jest pisany z myślą o @kocham_biebsa <3 Ona jest cudowna sprawiła, że naprawę uwierzyłam w siebie <3 Kocham Cię <3333333333 I kocham wam wszystkich i dziękuje za wsparcie :') Do następnego kochani <3 Mam nadzieję, że sprostam waszym oczekiwaniom, a jeśli macie swoje pomysły chętnie o nich poczytam <3 :*** *o*
czwartek, 14 sierpnia 2014
Rozdział 9 Okłamałeś mnie...
Ważna notka pod rozdziałem :)
5 lipca 2014 rok
*Rose's Pov*
Obudziły mnie promienie słońca, powoli podniosłam się i rozejrzałam dookoła. Byłam w pokoju Justina. Nawet nie pamiętam jak się tu znalazłam. Przed sobą na bufie zobaczyłam jedną z bielizn, które wczoraj sobie kupiłam i sukienkę, którą również wczoraj kupiłam. Wstałam z łóżka, złapałam za przygotowany strój i poszłam do łazienki. Rozebrałam się i wzięłam prysznic, wychodząc z kabiny ujrzałam wielki bukiet kwiatów z przywiązanym liścikiem, a obok moje ulubione perfumy. Owinęłam się ręcznikiem i wzięłam kartkę do ręki.
"Mam dla ciebie twoje ulubione perfumy księżniczko. Dzisiaj jest nasz dzień xoxo"
Mały uśmiech wkradł się na moją twarz. Po chwili otworzyłam szafkę, aby znaleźć suszarkę. Wzięłam ją po czym zaczęłam suszyć włosy. Kiedy skończyłam zdjęłam ręcznik i założyłam bieliznę po czym sukienkę. Spojrzałam w lustro, rozczesałam włosy i popsikałam się perfumami. Westchnęłam i wyszłam z łazienki. Na podłodze zobaczyłam rozsypane róże prowadzące do drzwi. Obok nich stały czarne szpilki i karteczka. Założyłam je i złapałam liścik.
"Idź za różami kochanie. Już nie mogę się doczekać kiedy cię zobaczę xoxo"
Uśmiechnęłam się i złapałam za klamkę. Wyszłam z pokoju i zaczęłam iść za nimi. Doszłam do drzwi wyjściowych. Wyszłam z domu i zaczęłam kierować się w ich stronę. Na chwilę przystanęłam, ponieważ zobaczyłam altankę. Kiedy doszłam zobaczyłam uśmiechniętego Justina trzymającego w rękach pudełko. Podeszłam do niego.
-Po co to wszytko?-spytałam.
-Chcę ci pokazać jak bardzo cię kocham.-szepnął mi do ucha wręczając pudełko.
-Co to?
-Otwórz, a się dowiesz.-odwiązałam kokardkę i powoli otworzyłam pudełko, w środku była śliczna bransoletka z diamentami.
-Justin ja...nie mogę tego przyjąć.-powiedziałam oddając mu pudełko.
-Czemu nie? Jest specjalnie dla ciebie.
-Nie chcę żebyś marnował na mnie pieniędzy.
-Nie marnuje ich.-zbliżył się do mnie.-Rose przyjmij ją. Proszę.-powiedział patrząc mi w oczy i łapiąc za rękę.
-Dobrze, ale nie musisz robić mi takich niespodzianek.
-Wiem..ale chce. Jesteś dla mnie bardzo ważna.-powiedział nie odrywając wzroku. Musnął delikatnie moje usta po czym wyjął bransoletkę z pudełka.
-Mogę?-pokiwałam twierdząco głową, a on włożył mi ją. Spojrzałam na napis, który był na niej wygrawerowany.
-Evil...-powiedziałam na głos po czym spojrzałam na niego. Uśmiechnęłam się i przytuliłam go co odwzajemnił. Pocałował mnie w głowę i szepnął.
-Jesteś moja.-odsunęłam się od niego.-Wyglądasz pięknie.-dodał na co się zarumieniłam. Czułam, że się uśmiecha. Nie widziałam jego twarzy, ponieważ na niego nie patrzyłam. Po chwili poczułam jak łapię mnie za rękę i ciągnie za sobą. Usiadł na ławce i pociągnął mnie na siebie przez co siedziałam teraz na jego kolanach. Uśmiechnął się do mnie po czym odgarną mój opadający kosmyk na twarz za ucho. Złapał mnie w talii i przysunął bliżej siebie po czym wpił się w moje usta. Po chwili pogłębił pocałunek, a ja wplotłam swoje palce w jego włosy delikatnie je pociągając. Justin polizał moją wargę prosząc o dostęp, który z przyjemnością mu dałam. Czułam się teraz cudownie, nic się nie liczyło tylko ja i on. Nagle jednak usłyszeliśmy chrząknięcie. Wkurzony widać Justin spojrzał na jakiegoś mężczyznę.
-Nie widzisz kurwa, że jestem zajęty.-warknął na co przeszły mnie niemiłe dreszcze.
-Musimy porozmawiać.-powiedział przełykając ślinę. Justin nadal wkurzony westchnął, a ja ku jego nie zadowoleniu zeszłam mu z kolan.
-Zaraz wracam, poczekaj na mnie.-szepnął mi do ucha, musnął moje usta i odszedł z tym mężczyzną. Patrzyłam za nimi jak odchodzą po czym powoli ruszyłam za nimi. Chciałam dowiedzieć się o co chodzi.
*No one Pov*
Evil idąc z mężczyzną wiedział, że źle robi, ale był cholernym egoistą i chciał zatrzymać Rose tylko dla siebie.
-Są lekko oszołomieni.-powiedział facet na co Evil się zaśmiał. Po chwili doszli do magazynu, gdzie Evil najczęściej zabijał swoje ofiary. Kiedy wyszedł na środek grupka spojrzała na niego.
-Czego chcesz?-spytał Luke. Evil zaśmiał się gorzko po czym wyciągnął pistolet.
-Nie zbliżajcie się więcej do Rose.-powiedział, a jago oczy pociemniały.
-Czego od niej chcesz?!-Luke zbliżył się do Evil'a jednocześnie pokazując mu, że się go nie boi.
-To nie jest twoja jebana sprawa i masz trzymać się od niej z daleka, bo prze strzele ci ten łeb skurwielu.-warknął wkurzony do białej gorączki Evil. Łatwo było go wyprowadzić z równowagi. Nienawidził jak ktoś sprzeciwiał mu się, doprowadzało go to do szaleństwa.
-Kim jesteś?-zadała pytanie roztrzęsiona Devon. Evil zaśmiał się sztucznie.
-Jestem Evil, może o mnie słyszałaś.-oczy wszystkich momentalnie się powiększyły, a Luke cofnął się.
-Czego od nas chcesz?-spytała Emily.
-Rose jest moja...rozumiecie?!-krzyknął na co wszyscy zesztywnieli ze strachu.
-Ona nie jest twoja i nigdy nie będzie!-wrzasnął odważnie Luke przez co Evil naciągnął spust i strzelił, ale nie trafił, bo sekundę wcześniej ktoś popchnął go przez co chybił. Rozwścieczony spojrzał na tą osobę, a jego oczy momentalnie się rozszerzyły, bo przed sobą zobaczył przestraszoną Rose.
-Rose miałaś...-nie mógł dokończyć, przysunął się do niej i chciał ją przytulić, ale ona ze łzami w oczach odsunęła się.
-Okłamałeś mnie...-wyszeptała nadal przerażona.
-Nie ja..-przerwała mu.
-Obiecałeś, że nie zrobisz im krzywdy.
-Nie zrobiłem.-powiedział nadal próbując się do niej zbliżyć, ale ona się odsuwała.
-Nie dotykaj mnie.-wyszeptała i spojrzała na swoich przyjaciół. Podbiegła szybko do Luka i go przytuliła. Evil zazdrośnie patrząc na Rose, kazał ich wyrzucić. Rose jednak nie chciała puścić Luka czuła się przy nim dobrze i chciała, aby został.
-Rose, natychmiast go puść.-powiedział coraz bardziej wkurzony, nie mógł patrzeć jak jego aniołek przytula kogoś innego. W końcu nie wytrzymał i odciągnął ją od niego.
-Wyrzućcie ich.-powiedział ostro nadal trzymając Rose, która próbowała się mu wyrwać. Kiedy zabrali ich Evil puścił Rose, a ta ze łzami pobiegła do swojego pokoju, przedtem krzycząc.
-Nienawidzę cię!-Evil poczuł jak jego serce się łamało. Nie mógł znieść, że jego księżniczka może go nienawidzić...
______________________________________________________________________
Cześć. Chciałam dodać ten rozdział jak najszybciej, ponieważ kończę bloga ;/ Jedna osoba napisała komentarz, że powinnam poduczyć się pisania. Ma rację nie mam do tego talentu, więc postanowiłam przestać pisać ://
Subskrybuj:
Posty (Atom)


.png)


